Koło PTTK Pracowników PP
Koło nr 8
Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego
Pracowników Politechniki Poznańskiej
Rok 2014
W piątek 31 stycznia w Klubie Profesorskim, wynajmowanym nam od lat przez Wydział Elektryczny, odbyła się pierwsza tegoroczna impreza inaugurująca Nowy Rok Turystyczny. Omówiwszy rok 2013, z finansowym błogosławieństwem Komisji Rewizyjnej mogliśmy spokojnie zaplanować kolejne wycieczki. Obecny rok jest dla naszego Koła jubileuszowy, gdyż 50 lat temu zostało ono powołane do życia. W związku z powyższym najważniejszą imprezą w tym roku będzie Impreza Jubileuszowa, która w zależności od dostępnych w wybranym ośrodku terminów zorganizowana będzie we wrześniu, październiku lub może nawet w listopadzie. 50-letnie Koło jest kołem w sile wieku, zdolnym do podjęcia wyzwań - zaplanowano więc też i siłę przeróżnych imprez turystycznych. Jeśli już czegoś może nam nie starczyć, żeby zrealizować te plany to jedynie dni w ciągu roku. Dla organizatorów wycieczek wyróżniających się inwencją twórczą, by nie zgasł w nich zapał do pracy nad kolejnymi wycieczkami, mieliśmy specjalne dyplomy, którymi ich nagrodziliśmy, rzęsiście oklaskując dokonania. Podziękowania te złożyliśmy Alinie Borysionek za cykl wycieczek pod roboczą nazwą "Zamki i pałace w Polsce i zagranicy" oraz Wojtkowi Ratajczakowi za cykl rajdów niepodległościowych pod patronatem pana Macieja Strawy pod takąż roboczą nazwą "Gra na rogu w lasach Wielkopolski". Reszta nienagrodzonych dyplomami uczestników zebrania zadowoliła się z powodzeniem ciastami i słodyczami własnej produkcji i w radosnych podskokach, ciesząc się już na zapas z zaplanowanych wycieczek, rozeszła do domów. (JL)

POTASZE
Otrzymaliśmy maila tej treści: "W najbliższą sobotę 15 marca jest nowa trasa okrężna (fragmentami czerwonego i niebieskiego szlaku w sąsiedztwie miejscowości Potasze) w Puszczy Zielonce (ok. 8-10 km). Zbiórka na Rondzie Śródka (na stacji benzynowej) o 8:30. KB"
I przyjęliśmy go do zapoznania się i wykonania. Howgh!

ŚNIEŻYCA KWITNIE!!!
Jak donosi nasz korespondent w Jarze Śnieżycowym kwitnie śnieżyca. Donosi również, że wraz z kwitnieniem śnieżycy rozpoczynają się ćwiczenia wojskowe na poligonie Biedrusko. W trosce o bezpieczeństwo miłośników tego drobnego lecz symbolicznego kwiatka Nadleśnictwo wprowadziło czasowe ograniczenie zwiedzania rezerwatu do 16 marca. Rezerwat zostanie udostępniony zwiedzającym po zakończeniu działań militarnych i przekwitnięciu śnieżycy. W związku z tym, że nie brak nam refleksu wybieramy się tam 16 marca (godz. 10:00, parking Starczanowo), by zdążyć jeszcze zobaczyć śnieżycę w pełnym kwitnieniu, jak to czynimy co roku i ogłosić otwarcie sezonu turystycznego. (JL)

WYPRAWA DO JARU ŚNIEŻYCOWEGO
Nie wiedzieć czemu śnieżyca w tym roku broniła się jak mogła przed naszą kontrolą, będąc w zmowie z kadrą wojskową i z samą matką naturą. Poza wymienionymi wyżej działaniami militarnymi, które ograniczyły czas zwiedzania, wysunęła jeszcze broń meteorologiczną. W konsekwencji było mokro od góry i od dołu oraz zimno i wietrznie. Mamy jednak wyspecjalizowaną wąską grupę profesjonalistów, którzy potrafią sobie poradzić w krytycznej sytuacji. Uzbrojeni w peleryny przeciwdeszczowe i wysokie buty oraz termos z gorącą herbatą wyruszyli punktualnie o 10:00 z umówionego miejsca w kierunku Jaru Śnieżycowego. Zabłądzić było nie sposób, bo w tym roku do rezerwatu wiódł... specjalny szlak śnieżycowy. (JL)
[Rozmiar: 1939 bajtów]  Reportaż z udanej ofensywy

A JAK TO DAWNIEJ BYWAŁO?
[Rozmiar: 768911 bajtów]A dawniej wielbiciele śnieżycy szli bez względu na pogodę.
Dzień przed nawałą śniegową nadano komunikat, że śnieżyca wyśmienicie kwitnie. W dniu właściwym też była, tylko pod śniegiem. Większość ekipy wędrowała do jaru z dworca w Murowanej Goślinie. Sytuację uratował zsamochodowany Maciej (Stroiński - komentarz administratora), podwożąc kolejno spieszonych. (JGB)

CUDZE CHWALICIE, SWEGO NIE ZNACIE, czyli I wycieczka z cyklu "Miasta Wielkopolski"
1 czerwca, w piękną, słoneczną niedzielę, wybraliśmy się zwiedzić Ostrów Tumski. Tym razem nie był to ten, który swego czasu poznawaliśmy we Wrocławiu, tylko nasz rodzimy, bliski Ostrów Tumski w Poznaniu. Celem był ICHOT, czyli Interaktywne Centrum Historyczne Ostrowa Tumskiego, zwany Bramą Poznania. Program wycieczki był bardzo, jak na panujący na naszych wyjazdach rygor, elastyczny. Dojazd własny, dobór środka komunikacji dowolny, a dla chętnych Msza św. w Katedrze i zwiedzanie rezerwatu archeologicznego Genius Loci, w którego murach kryją się odkryte przez archeologów prastare wały, otaczające niegdyś wyspę. Można było również wypić kawę w pobliskiej kawiarence z widokiem na Bramę Poznania. Sztywna była tylko Godzina Trzynasta, czyli godzina wejścia grupy do Centrum i tego kierowniczka i organizatorka wycieczki Alinka Borysionek pilnie strzegła, czekając na spóźnialskich do oporu przy kasach. Wejście do ICHOT to pozostałość po pruskiej fortyfikacji, która była zbudowana na Ostrowie. Wchodzi się przez nie na oszklony most, który łączy dwa brzegi Cybiny. Mostem przechodzi się na drugą stronę rzeki (jak każdym mostem) do budynku Centrum. Centrum jest w pełni tego słowa interaktywne. Ja, która na co dzień stykam się z techniką komputerową, posiadam komórkę, mam elektroniczne konto bankowe i używam karty elektronicznej poczułam się w tym miejscu nieco zagubiona, jakbym przybyła z dalekiej przeszłości. Opanowałam jednak tą technikę, wykorzystaną tu na przeróżne sposoby, bo w końcu "Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce" i dalej już bawiłam się świetnie. Nawet dzieci mogły tutaj znaleźć coś dla siebie, a w Dniu Dziecka ich nie brakowało. Na koniec można było obejrzeć sobie Poznań z dachu Centrum. Wyszłam stamtąd zachwycona. Nagromadzenie informacji w tym miejscu w słowie i obrazie jest tak ogromne, że pojedyncza wizyta nie wystarczy. Trzeba to "wziąć" na kilka razy i ręczę, że za każdym razem zwiedzający nie będzie się nudził. (JL)

Według wszelkiego prawdopodobieństwa kolejna ekskursja będzie pod hasłem "COŚ DLA CIAŁA, COŚ DLA DUCHA, czyli II wycieczka z cyklu 'Miasta Wielkopolski". Poznawać będziemy Rogalowe Muzeum Poznania, z okien którego podziwia się (bez tłumów) poznańskie koziołki w odwiecznym boju, a także zwiedzimy cerkiew prawosławną przy Marcelińskiej.

Z ostatnich doniesień Alinki B. wynika, że kolejna wyprawa będzie miała tytuł "COŚ DLA CIAŁA", bo wspomniana duchowa strawa, czyli cerkiew przy Marcelińskiej ostatnio jest w remoncie. Kierowniczka Alina domniema, że to dlatego, żeby świątynia mogła pokazać się naszej grupie w całej swojej krasie, więc poczekamy i nie będziemy tacy. Za to Muzeum Rogalowe podejmie nas po gospodarsku, co prawda nie chlebem i solą, ale świeżo pieczonym rogalem. (JL)

COŚ DLA CIAŁA, czyli II wycieczka z cyklu "Miasta Wielkopolski""
"Rogalowe Muzeum Poznania" przy Starym Rynku (wejście od ul. Klasztornej) nie jest typowym muzeum, w którym za szybką stoją nietykalne eksponaty. Owszem, jest parę eksponatów (np. waga, czy młynek do maku), ale są one jak najbardziej w użyciu. Od samego wejścia wzięli nas w swoje pazury Mistrz i wuja Biniu. Pousadzali w ławeczkach, wyznaczyli gzuby do pomocy, ubrali je w fartuchy i czapki "budyniówki". Szczuny się buntowały, bo nie chciały zakładać różowych fartuszków, więc znalazły się dla nich brązowe. Muzeum ma w swojej ofercie pokaz rogalowy i pokaz rogalowo-koziołkowy. W obu przypadkach można wziąć czynny lub bierny udział w pieczeniu rogali, natomiast w drugim dodatkowo z "loży" w oknie w trakcie wyrastania ciasta w wyrku pod szmatą można obejrzeć poznańskie koziołki i posłuchać hejnalisty. Dla nas z okazji 179. rocznicy urodzin Henryka Wieniawskiego z wieży zegarowej zagrał skrzypek zamiast trębacza. Kiedy koziołki się już schowały, wróciliśmy do pieczenia. Ciekawe, że przeciąg z otwartego okna nie zaszkodził ciastu, które rosło pod szmatą. Na koniec, kiedy napatrzyliśmy się już na wyrabianie, bicie, wałkowanie, wykładanie masy z białego maku, zwijanie, smarowanie glancem i ważenie, kiedy obejrzeliśmy animowany film o historii Poznania, związanej nierozłącznie z degustacją rogali świętomarcińskich i kiedy ciekła nam już potężnie ślinka, dostaliśmy po kawałku świeżutkiego, chrupiącego rogala. Pychotka! (JL)
  Krótkie sprawozdanie

Powoli nabierają tempa przygotowania do wycieczki na Polesie. Atmosfera zaczyna się robić nerwowa. Tandem kierowniczy Krysia-Joasia ostro zabrał się do roboty. W pocie czoła pracuje też Zarząd Koła. Uczestnicy zbierają zaordynowane przez kierownictwo w kolejnym Komunikacie niezbędne rzeczy. Gorączka opanowuje wszystkich. Ach! Polesia czar ...

POLESKI PARK NARODOWY I KAZIMIERZ DOLNY
Doczekaliśmy się wreszcie! 22 sierpnia odjechaliśmy z pompą spod Politechniki w kierunku wschodnim. Za nami pozostały wszelkie przyziemne kłopoty, bo w planach mieliśmy odkrywanie czaru Polesia nad Bugiem i Kazimierza nad Wisłą. Tego, co widzieliśmy nie da się opisać słowami, więc posłużę się tym razem (i wcale nie wyjątkowo, bo "Piękna nasza Polska cała") zdjęciami wykonanymi przez uczestników wycieczki. (JL)

 Piórem i obrazem  Ścieżka Perehod  Ścieżka Spławy  Dwa Brzegi

SPOTKANIE JUBILEUSZOWE Z OKAZJI 50-LECIA KOŁA PTTK PRACOWNIKÓW PP
Przygotowania do tej uroczystości trwały już od początku roku. Powstała specjalna komisja, która zajęła się organizacją prezentacji wspomnieniowej i uroczystej Gali wręczenia odznaczeń. Ukonstytuowała się grupa cukierników, która miała upiec ciasta. W międzyczasie załatwiały się sprawy związane z zakwaterowaniem, autokarem, odznaczeniami, trasami, konkursami i dofinansowaniem. Zbierano wiedzę na temat okolicy, gdzie miała się odbyć impreza. Zamawiano pogodę, wykorzystując specjalne znajomości. Słano w eter komunikaty. Zbierano zapisy i pieniądze. W końcu wybiła godzina "W" i wyruszyliśmy w sobotę 20 września sprzed Politechniki na Piotrowie do Ośrodka "Borowa Zatoka" w Borowym Młynie. Żeby nie gadać po próżnicy o tym, co się tam działo, obejrzyjmy Fotoreportaż. (JL)
  Fotoreportaż ze Spotkania Jubileuszowego

POGRZEB ADASIA DOPIERAŁY
"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą."
W czwartek 25 września żegnaliśmy Adasia Dopierałę.

 

SPOTKANIE POWYCIECZKOWE - CZESZEWO'2014
Gdy nadeszła niedziela 12 października, znowu zjechaliśmy tłumnie na Piotrowo, żeby wyruszyć tym razem do Czeszewa nad Wartą i zwiedzić tamtejsze okolice. Najmilejsi wyszli z siebie i nie chcieli być gorsi od poprzednich. Trzeba przyznać, że udało im się. Żeby zobaczyć, co przygotowali, zajrzyjmy do
Albumu ze Spotkania Powycieczkowego (JL)

RAJD LISTOPADOWY
W sobotę 8 listopada Najmilejsi, rozkręciwszy się w swych poczynaniach, zorganizowali Rajd Listopadowy. Role zostały podzielone: ten od trasy, ten od jadła, ten od zwiedzania. Do współpracy został wciągnięty (ze względu na swą obszerną wiedzę) Marek Sowiński, któremu przydzielono rolę przewodnika. Marek uzupełnił to, czego nie powiedzieli inni przewodnicy. Wyjechaliśmy o 8:00. Wróciliśmy najpóźniej, jak tylko można było. Plan był wypełniony po brzegi (tak jak i autokar) i bardzo ciekawy, równie chętnie realizowany przez dorosłych, jak i przez młodzież. Coraz bardziej obniża nam się poziom wieku, a rośnie poziom organizacji wycieczek. To cieszy. Ale "Słowa uczą, a przykłady pociągają" - zajrzyjmy więc do
Galerii (JL)

Rok 2015
Turystyczny Rok 2015 rozpoczęliśmy 16 stycznia i po raz pierwszy od wielu lat już nie w starym Klubie Profesorskim, który przestał istnieć w zeszłym roku, a w sali Rady Wydziału Elektrycznego. Zebrało się nas ze 48 osób i wszyscy się pomieścili. Już na samym początku na stoły wjechały dwa zaległe torty weselne naszej koleżanki, co wprawiło towarzystwo w doskonały nastrój. Po zreferowaniu i cierpliwym wysłuchaniu tego, co było - niezwłocznie przystąpiliśmy do planowania tego, co będzie. Największym zainteresowaniem cieszyła się wycieczka przełomu miesięcy w czeskie Karkonosze, którą podjął się poprowadzić Grześ Gawlak. Jeszcze nie zdążyliśmy się na nią zapisać, a już jest dopięta na przedostatni guzik. Tak to teraz szybko idzie. Z postępem... Wkrótce będzie tak, że jeszcze nie zdążymy się zapisać, a już będzie po wszystkim i tylko zostaną piękne wspomnienia. Żeby się częściej spotykać, Krysia Nawrocka zaprosiła na spotkanie kolędowe, a Kilaś do kawiarni. Po zebraniu Jola i Zbyszek Janczakowie zaproszeni przez Alinkę Borysionek pokazali nam prezentację z pątniczej drogi do Rzymu. Wesoło było i przyjemnie, jak to na zebraniach, ale zebranie się skończyło i teraz trzeba się zabrać do roboty. Wkrótce wyprawa do Śnieżycowego Jaru, albo może i coś jeszcze, jeśli zima tej zimy nie przyjdzie. (JL)

KOLĘDY U NAWROCKICH
W piątek 23 stycznia Krysia i Jurek Nawroccy zaprosili nas do nowego Klubu Profesorskiego na śpiewanie kolęd. Była kawka i herbatka, a każdy przyniósł, co mógł, żeby było świątecznie. Po dyrekcją Jurka grupa przeszła samą siebie. Śpiewaliśmy nawet na głosy - basem i sopranem. A co najważniejsze - miło było się znowu spotkać. (JL)
Zdjęcia Agnieszki Gołębiewskiej

ŚNIEŻYCOWY JAR W PROMIENIACH WIOSENNEGO SŁOŃCA
Niedziela 8 marca. Tym razem zamówienie na pogodę zostało przyjęte. Towar w bardzo dobrym gatunku dostarczony. Od rana było cieplutko i słonecznie. Śnieżyca kwitła jak mogła, choć nie było jej dużo, bo zima była sucha. W związku z naszą wizytą dowództwo poligonu w Biedrusku zdecydowało zawiesić broń. Mogliśmy więc suchą stopą, bezpiecznie i bez pośpiechu przespacerować się do Jaru Śnieżycowego. A było nas dużo. Kupa wiary. Nie bez przesady można stwierdzić, że renesans akademickiego ruchu turystycznego w Polsce bierze początek z Koła PTTK Pracowników Politechniki Poznańskiej.
Za dwa tygodnie czekają nas rozświergolone rozlewiska przy Ujściu Warty. I znowu będzie nas kupa. Ledwo mieścimy się do dużego autokaru. (JL)
[Rozmiar: 1939 bajtów] Zdjęcia z aparatu Basi Lewandowskiej

UJŚCIE WARTY - WYPRAWA PTASIM SZLAKIEM i ŚLADAMI HISTORII
Pierwszego dnia wiosny zeszliśmy się na Piotrowie, żeby wyruszyć tłumnie (było nas 51, nie licząc kierowcy) do miejsca, gdzie nasza stara Warta wpływa do Odry, czyli w okolice Słońska i Kostrzyna. Mimo prognoz pogoda była znakomita. Tyle, że trochę mroźna. Ale słońce przywitało nas w sobotę rano i pożegnało w niedzielę wieczorem. W końcu wyruszaliśmy do Słońska (po niemiecku - Sonnenberg, czyli "miasto słońca"). Atrakcje po drodze i na miejscu, czyli pogodę, widoki, ptasie trele i gęganie, szum wiatru w gałęziach oraz zwiedzanie fascynujących historycznych miejsc, niedostępnych zwykłym śmiertelnikom załatwiła nam Halinka Radajewicz. Z tych wszystkich szczegółów stworzyła niezwykłą wycieczkę i wszyscy byli pod wrażeniem. Tym razem znów spróbowaliśmy czegoś nowego, np. po raz pierwszy zwiedzaliśmy ... łąki. Nie ma co za dużo pisać, bo najbardziej wyszukane słowa nie oddadzą tego, co widzieliśmy. Obejrzyjmy
Galerię, którą własnoręcznie tworzyli uczestnicy wycieczki. (JL)

Z BIEGIEM WARTY - CIĄG DALSZY
Dalszy ciąg wyprawy z biegiem Warty rozpoczął się od Czeszewa. Potem był wał nad Wartą, kawa w Pogorzelicy, zwiedzanie Pyzdr, spacer po parku w Ciążeniu, placuszek i kawa z eleganckich filiżanek w plenerze oraz opactwo w Lądzie - perełka architektury i sztuki, jako ten koniec, co wieńczy dzieło. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do
Albumu z wycieczki tworzonego przez uczestników. (JL)

WYCIECZKA SIĘ ZBLIŻA
Kierownik Grześ Gawlak otrzepał swoje spracowane dłonie i pojechał na zasłużony wypoczynek. WYCIECZKA pn. "CZESKA STRONA KARKONOSZY" ZOSTAŁA DOPIĘTA NA OSTATNI GUZIK!!! Kierownik wyjechał, a my zaczynamy żyć wycieczką. Niektórzy nawet zachowują się tak, jakby już na niej byli. A wszystko to sprawił przesłany do nas niezwykle obiecujący program. Czekają nas same delicje. Palce lizać!

CZESKIE KARKONOSZE
28 sierpnia w deszczowy poranek pod słynnym budynkiem Wydziału Technologii Chemicznej Politechniki Poznańskiej zebrała się grupa zapaleńców, którzy mieli na celu zdobywanie czeskich Karkonoszy. Tym razem Śnieżka miała być już nie tylko podziwiana z daleka (jak w Rudawach), ale też zdobywana, a razem z nią i inne góry, doliny i miasta w Czechach. A że jechaliśmy do Czech, to zabrał się z nami Rumcajs z rodziną. I niczego grupa nie przeczuwała przyjmując do swego autokaru rozbójnika. Co przeżyliśmy w trakcie tej wycieczki można zobaczyć w
Albumie. (JL)

BISKUPIN-ŻNIN - SPOTKANIE POWYCIECZKOWE
Był mglisty poranek 17 października Roku Pańskiego 2015. Pod spowity w mgłę budynek Wydziału Technologii Chemicznej schodzić poczęły się postaci okutane w kurtki, czapki i szale. Podróżne worki na plecach świadczyły o czekającej ich długiej drodze. W szarej, gęstej mgle czaiła się zapowiedź czegoś tajemniczego i diabelskiego zarazem... (JL)

  Losy grupy, która odjechała w siną dal   Legenda o Diable Weneckim (źródło: S.Świrko "Orle Gniazdo. Podania, Legendy i Baśnie Wielkopolskie")

O ZBYSZKU
We wtorek 20 października o godzinie 10:00 odszedł na swoją ostatnią trasę Zbyszek Tomaszewski. Długo i dzielnie walczył z chorobą...

  Wspomina Włodek Parnasow   Garść wspomnień Adama Marlewskiego    Pożegnanie Zbyszka( Zdjęcia Agi Brenk)

JAROCIN - RAJD LISTOPADOWY
Jak Pan Bóg przykazał - 11 listopada (tym razem w samo Święto) wyruszyliśmy do Jarocina przez Białe Piątkowo, Pięczkowo, Klękę, Radliniec i Radlin, żeby na koniec znaleźć się w Młodzikowie. Tak pokrótce można opisać tegoroczny Rajd Listopadowy, a że "diabeł tkwi w szczegółach", obejrzyjcie

Reportaż z Rajdu wspólnie ilustrowany. (JL)

Rok 2016
Był wieczór 29 stycznia Anno Domini 2016, godzina 18. Sala Rady Wydziału Elektrycznego zapełniła się po brzegi, żeby uradzić, kogo wybrać do władania Kołem PTTK Pracowników Politechniki Poznańskiej. Wyszło na to, że dotychczasowy Zarząd tak dobrze się sprawdza, że nie ma co go zmieniać, w związku z tym stary Zarząd z nowymi siłami zabrał się od razu do pracy. Zaplanowano kilka wycieczek, na które się żeśmy ochoczo wpisali. Przede wszystkim Beskidy Jacka Siweckiego i Grzesia Baera oraz Węgry Halinki Radajewicz, a poza tym Litwa Alinki Borysionek oraz wycieczki po szlakach Wielkopolski Krysi Balińskiej. Dużo tego i nie będziemy się nudzić. Na zakończenie dla wytchnienia po ciężkiej pracy wyborcom i sympatykom Koła Alinka Borysionek zaprezentowała film z pobytu na Litwie w polskim Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie. Nasze Koło sponsorowało dary dla polskich dzieci na Litwie i okazało się że sprawiliśmy im wielką radość. (JL)

KĄCIK WSPOMNIENIOWY
Ostatnie miesiące przyniosły nam kilka smutnych wydarzeń. Pożegnaliśmy Zbyszka Tomaszewskiego, Januszka Rabiegę i Stefka Chojnackiego. To zmusiło wielu do refleksji nad przemijaniem. To, co dziś jest oczywiste i na wyciągnięcie ręki, za chwilę staje się niemożliwe. Spotkania, rozmowy, wspólna wędrówka. Masz wrażenie, że wystarczy zadzwonić, ale po drugiej stronie nikt nie odpowie. Nagle zdajesz sobie sprawę, że tej osoby nie ma wśród żywych. Ewa Krajewska otworzyła swój album i przesłała nam kilka wspomnieniowych zdjęć. (JL)
[Rozmiar: 41601 bajtów] Wspomnienia Ewy Krajewskiej

GŁOS O ZBYSZKU
W styczniowo-lutowym numerze "Głosu Politechniki" nasza koleżanka Renata Lubawy zamieściła artykuł o Zbyszku Tomaszewskim. Warto go przeczytać, bo dobrze jest ciepło wspominać przyjaciół (Głos Politechniki, str. 29).
Artykuł o Zbyszku Tomaszewskim

RAJD ŚNIEŻYCOWY
W Niedzielę Palmową 20 marca przy pogodzie średniej jakości wyruszyliśmy zwartą kilkuosobową grupą, reprezentującą godnie Koło PTTK Pracowników PP. Ruszyliśmy z parkingu w Starczanowie, który stał się już tradycyjnie miejscem startowym na parking w Starczanowie, który równie tradycyjnie pokolenia organizatorów uznały za metę. Grupa podzieliła się na podgrupki, w związku z czym Rajd w takiej postaci przebiegł sprawniej. Pierwsza podgrupka, mimo że przyszła później na start, to wystartowała wcześniej i zniknęła z horyzontu podgrupce drugiej, która szła wolniej ciągnąc mozolnie za sobą młodzież w wieku przedszkolno-szkolnym. Trzecia podgrupka postanowiła wyjść reszcie na przeciw i wybrała trasę z mety na start, dzięki czemu obie grupki mogły sobie podać ręce w okolicach Śnieżycowego Jaru. Ze startu na metę wiódł nas niezawodny szlak śnieżycowy, ale i tak część grupy zeszła na złą drogę i jakiś czas się jej uparcie trzymała. Dopiero niepokojąca cisza i coraz gęstsze zarośla uświadomiły błądzącym, że szlak się od lat nie zmienił i czas na niego wrócić. Tym bardziej, że deszcz padał coraz intensywniej. Pokonawszy wszystkie przeszkody dotarliśmy po kolei na miejsce wszystkimi podgrupkami i stwierdziliśmy, że śnieżyca w tym roku też nie zawiodła i zakwitła, dając turystom znak, że Poloneza czas zacząć, czyli można ruszyć na szlaki, bo sezon się rozpoczął. (JL)
[Rozmiar: 1939 bajtów] Fotki z Rajdu

RAJD PAMIĘCI STEFKA CHOJNACKIEGO
15 kwietnia na adres Prezesa trafił mail o oczekiwanej treści: 'Wycieczkę (...) zaplanowaliśmy na niedzielę 24 kwietnia 2016, trasa piesza okrężna, dojazd samochodami'. A na koniec to, co tygrysy lubią najbardziej - Możemy jeszcze pojechać na kawę (i/lub) do pobliskiej Nekli, miejsce sprawdzone. Podpisano: Krysia Balińska. No to jedziemy! (JL)

SPŁYW WEŁNĄ DO JARACZA
Z pierwszymi promieniami wiosennego słońca w głowach zaczęły się gotować pomysły na wyprawy. Skrzynka mailowa, na którą zwykle spływają takie pomysły przyjęła kolejną informację dla Szanownych Turystów autorstwa Wojtka Powalskiego - 'Zapraszam na przyjemny, 4-ro godzinny spływ spokojną rzeką Wełną, kończący się w miejscowości Jaracz, kilka kilometrów za Obornikami, zaplanowany na sobotę 28 maja br.' W Jaraczu planowane jest lądowanie floty i zwiedzanie Muzeum Młynarstwa. Będzie poczęstunek i ognicho. Wszystkie te niewątpliwe przyjemności za jedyne 70 zł. I jak tu nie kochać Wiosny! (JL)

RAJD PAMIĘCI STEFKA CHOJNACKIEGO
Niedziela 24 kwietnia zapowiadała się słonecznie, choć niezbyt ciepło. Ale nasza grupa nie patrzy na pogodę. I nie zaskoczy nas nawet grad z jasnego nieba. Krysia Balińska dokładnie opracowała trasę i program. (JL)
[Rozmiar: 1939 bajtów] Reportaż [Rozmiar: 1939 bajtów] Drobne okazy flory i fauny

8 KILOMETRÓW NA 80-LECIE
19 czerwca Krysia Balińska zaprasza na kolejną wycieczkę z serii 8-kilometrowych. Tym razem będzie to 8 km na 80-lecie Stefka Joniaka i ze Stefkiem Joniakiem w roli głównej. Planowana jest trasa w okolicach Krajkowa. Wycieczka będzie zakończona małym co nieco w miejscowej restauracji.(JL)

SPŁYW WEŁNĄ DO JARACZA
Spływ już za nami. A szkoda :(. Ale jest co wspominać. W sobotę 28 maja skoro świt o godzinie 10:15 wyruszyliśmy spod hali sportowej w Suchym Lesie w kierunku Obornik. Na starcie stawili się (z rodzinami) przedstawiciele pięciu wydziałów Politechniki Poznańskiej - Wydziału Budowy Maszyn i Zarządzania, Elektrycznego, Technologii Chemicznej, Architektury oraz Maszyn Roboczych i Transportu. (JL)
[Rozmiar: 1939 bajtów] Temat-rzeka

8 KM NA 80-LECIE
Wszystko zaczęło się z samego rana o godzinie 9:00 na tyłach Mc Donalda przy Hetmańskiej na miejscu wstępnej zbiórki. Dwadzieścia kilka osób różnej płci i wieku oraz możliwości było gotowe stawić czoła wyzwaniu Krysi Balińskiej i uczcić 80-lecie Stefka Joniaka, pokonując trasę symbolicznych ośmiu kilometrów. Przed drugim punktem zbornym czekała nas jeszcze przeprawa przez trzy głębokie kałuże, w których nasze w miarę czyste samochody zażyły kąpieli błotnej po same nadproża. Zaczęło się ciekawie. Zostawiliśmy obłocone samochody na polu pod lasem za wsią Krajkowo-Folwark i dalej ruszyliśmy pieszo czerwonym szlakiem do Rezerwatu Krajkowo. Rezerwat położony jest na lewym brzegu Warty nad rzeczką Tuchoń na terenie Rogalińskiego Parku Krajobrazowego. Utworzony został w celu ochrony miejsc lęgowych ptactwa, szczególnie czapli siwej i kormorana czarnego oraz krajobrazu starorzecza Warty. Florę rezerwatu reprezentuje około 400 gatunków roślin, natomiast faunę blisko 120 gatunków ptaków oraz ssaki, płazy, ryby i owady. Nauczeni przez Krystynę umiejętnego poruszania się po lesie zrobiliśmy czterokilometrową pętelkę trzymając się mapki i kamieni działowych, a na drugie śniadanie zeszliśmy nad Wartę odchodzącą od szlaku ścieżką nazwaną przez Krysię powabnie "ogonkiem". Na drogę, żeby zaktywizować grupę, Kierowniczka dała nam zadania do wykonania - sześć pytań (od A do F). Dzięki temu teraz już wiemy, że rezerwat położony jest na lewym brzegu Warty, że wybrać się tam należy szczególnie wiosną i jesienią, że po drodze widzieliśmy nie bezimienne okazy flory i fauny, ale istoty o konkretnych nazwach: sosnę zwyczajną, dąb szypułkowy, paproć, jarzębinę, jeżynę, borówkę brusznicę, mech płonnik, konwalię leśną, babkę zwyczajną, powój, perz, tymotkę, brzozę, wierzbę wiciową, oset, koniczynę białą i czerwoną, mniszka lekarskiego, kostrzewy, wykę, krwawnik, stokrotkę, kosaćca, niezapominajkę, trzcinę, osikę, topolę, goździk polny, uczep, hubę, porosty, szczaw, poziomkę, dzwonek polny, dziką różę, świerk i miotłę zbożową oraz nornicę, sikorkę bogatkę, żaby, pasikonika, mrówkę rudnicę, muchę plujkę, bielinka kapustnika, ważkę, żuka gnojarza oraz kruka. Wiemy, że minęliśmy po drodze siedem kamieni działowych z numerami i że świątek w kapliczce na końcu trasy to był Chrystus Król. Wyczerpani umysłowo i fizycznie koło godziny 14:30 wsiedliśmy w rozpalone do czerwoności od słońca ciągle ubłocone samochody i przeprawiając się nimi na drugi brzeg już nieco podeschniętych kałuż ruszyliśmy do Karczmy "Podkowa Leśna". Tam, zjadając serniczek uczciliśmy Jubilata zupełnie spontanicznie czytając z kartki życzenia, a Włodek szarpnął się nawet na prezent - drapak do pleców - będzie miał Stefek co robić w długie zimowe wieczory. (JL)
[Rozmiar: 1939 bajtów] Galeria zdjęć

JEZIERCE - BABA
Przez Iwno, Sanniki i Wagowo dojazd do miejscowości Jezierce w lasach czerniejewskich, gdzie można zostawić samochód na placyku przed dawną leśniczówką. Tam żółty szlak z kierunku północ-południe skręca w lewo i jest do obejrzenia tablica ze szkicem mapy okolicy. Trasa wycieczki jest oznaczona dodatkowo szlakiem przyrodoznawczym (z tablicami o karmikach dla zwierząt, o ptakach, mrówkach, ochronie lasu) oznaczonym rysunkiem sowy i kolejnymi numerami od numeru 1 począwszy - pomaga to w utrzymaniu się na trasie wśród wielu leśnych dróg i jeziorek, które małe na mapie, w terenie wyglądają tajemniczo.
Dojście do pierwszego jeziora o nazwie "Ósemka" ujawnia domek, hangar na łodzie i pomost z ławką. Jeżeli są tam właściciele, to nie powinniśmy im przeszkadzać i iść dalej trasą, ale można zajrzeć wracając, bo miejsce jest ładne, a ławka wygodna i pomieści kilka osób - reszta może usiąść na pomoście.
Nad jeziorem "Ully" (sowa nr 7) opuszczamy żółty szlak, idziemy w prawo, brzegiem jeziora (niezgodnie z numeracją szlaku sowy). Na przeciwległym brzegu jest duże miejsce postojowe, ławy, stoły, można zjeść posiłek regeneracyjny, wypić kawusię, a na wodę popatrzeć z pomostu z barierkami. Jezioro jest duże, z malowniczymi zatokami. Dalsza trasa: w prawo szeroką drogą i pierwszą w lewo (zakręt nie jest oznaczony, ale dalej jest znak sowy).
Drogą leśną między jeziorami "Cyganek" (małe) i "Baba" (duże) dochodzi się do żółtego szlaku, który wkrótce spotyka się ze szlakiem niebieskim (w prawo do Wagowa: 3,4 km, prosto do grodziska koło Nekielki: 2, 4 km).
Nad jeziorem "Baba", po drugiej stronie widzimy małą piaszczysta "plażę". Dochodzimy tam okrążając jezioro od południa i kogo widzimy? Romek Ch. jest tam z grupą znajomych i wita nas radośnie. Pogawędziliśmy parę chwil, popatrzyliśmy na kąpiących się (kilku umiało pływać) i powrót niebieskim i żółtym szlakiem do punktu początkowego wycieczki. Pogoda była przyjazna, ciepło, ale nie za bardzo, las rozmaity i towarzystwo bardzo dobre: Halinka R., Ania W. i Krysia B. (KB)

ŚLĄSK CZARNY - ŚLĄSK ZIELONY, czyli stan przedwycieczkowy
Już tylko dwa tygodnie dzieli nas od wyjazdu w Beskidy. Powoli odkrywane są tajemnice - co?, jak?, gdzie? i kiedy?, i w ogóle - po co? A poza tym - z kim?, bo to jest właściwie ważne, jak nie najważniejsze. Chociaż nie, najważniejsze jest to, że w ogóle jedziemy, a więc: ŚLĄSK CZARNY - ŚLĄSK ZIELONY czyli wyprawa w Beskidy
W tym roku wycieczka przełomu miesięcy odbyła się całkowicie we wrześniu. Otoczone Beskidami miasteczko-uzdrowisko Ustroń przyjęło nas i ugościło. Ośrodek "Leśnik" na prawie półtora tygodnia stał się naszym DOMEM (jak w programie zapowiedział kierownik Jacek Siwecki). Stamtąd co rano po śniadaniu wyruszaliśmy w trasę i tam wracaliśmy popołudniami na obiadokolację i żeby na chwilę przyłożyć głowy do poduszek po wieczornych imprezach przygotowanych przez Kierownictwo i Zarząd. Kierownik Jacek jako rodowity Ślązak pokazał nam to, co Śląsk Czarny i Zielony miał przyjeżdżającym do zaoferowania i to, co oferował tylko wybrańcom. Rozpoczęliśmy od zwiedzenia kopalni Guido, a skończyliśmy na zamku w Pszczynie u księżnej Daisy. Po drodze było jeszcze wiele różnych atrakcji, ale o tym w
[Rozmiar: 9200 bajtów] Fotoreportażu z wycieczki (JL)

MIĘDZYCHÓD - SPOTKANIE POWYCIECZKOWE
Ci, co ze względu na swoją kreatywność w wędrowaniu po trudnych beskidzkich szlakach okazali się Najmilejsi (a więc: Wiesia Brzezowska i trzy Anie - Ziętek, Kroczak i Czubała), wyznaczyli dzień spotkania na 22 października. I znowu ślepy los, który kazał wybrać takich, a nie innych organizatorów był nieomylny. Spotkanie wypadło fantastycznie. Ale nie uprzedzajmy faktów, jak to się mówi w takich przypadkach. Pierwszym punktem programu był Międzychód. Miasto wybudowane zostało przez ród Grzymalitów w przesmyku między jeziorem i rzeką Wartą, a pierwsze wzmianki o nim pochodzą z XIV w. Zaczęliśmy od spotkania z przewodnikiem i zwiedzenia kościoła pw. Męczeństwa św. Jana. Kościół pochodzi z XVI w. i był sukcesywnie powiększany aż do 1935 roku, dlatego budowla ta jest mieszanką stylów od gotyku po klasycyzm. Ciekawostką tej świątyni są maski kamienne wmurowane w elewacje. Jedno z podań głosi, że wmurowano je ku przestrodze tym, którzy odważą się podnieść rękę na świątynię. Kościół budowano na miejscu zboru luterańskiego. Miejscowi luteranie próbowali w budowie przeszkodzić i co noc niszczyli mury. Czterech z nich pochwycono i na rozkaz ówczesnego właściciela miasta Jana Ostroroga kat obciął im prawe dłonie. Na tyłach kościoła znajduje się ogrodzenie, w które wmurowane są płyty nagrobne datowane na XVII-XIX wiek. Z kościoła św. Jana przeszliśmy w stronę Rynku. Ze względu na położenie pomiędzy jeziorem i rzeką Wartą miasto otrzymało wrzecionowaty układ urbanistyczny z rynkiem pomiędzy łukami trzech ulic. Ta część miasta zabudowana jest najstarszymi domami - kamienicami szczytowymi. Rynek należy do jednego z najbardziej urokliwych. Nie ma na nim ratusza, gdyż budynek Rady Miejskiej trzy razy trawił pożar. Na budowę czwartego miasto się nie zdecydowało. W centrum Rynku stoi fontanna z rybakiem suszącym sieci na gruszy. Grusza to dla Międzychodu drzewo herbowe. Znajdowała się też w dawnej niemieckiej nazwie miejscowości. Na ulicy wiodącej do Rynku obejrzeliśmy zdobioną, żeliwną pompę, w którą w 1912 roku ujęto wypływające w tym miejscu źródło siarkowe. Między innymi dzięki temu bogactwu planowane jest tu utworzenie uzdrowiska. W miasteczku obejrzeliśmy jeszcze kościół p.w. Niepokalanego Serca Maryi. Ta świątynia została wybudowana w XVII wieku przez ród Unruhów i z początku była świątynią ewangelicką. Płyta nagrobna jednego z fundatorów - Krzysztofa Unruha znajduje się w kruchcie. Odbyliśmy też krótki spacerek na świeżym powietrzu. W Międzychodzie utworzono piękny Park im. Oskara Tietza, miejscowego handlarza pochodzenia żydowskiego, który położył podwaliny pod nowoczesny handel. Miejscowość leży w Krainie 100 Jezior, a jedno z nich - Jezioro Miejskie jest w obrębie parku. Z Międzychodu podjechaliśmy autokarem do Kamionnej. Wieś leży w rezerwacie "Dolina Kamionki", chroniącym część doliny rzecznej w rynnie polodowcowej. Rezerwat wchodzi w skład Pszczewskiego Parku Krajobrazowego. W Kamionnej na wzgórzu stoi piękny kościół p.w. Narodzenia NMP. Ze względu na ograniczony czas i kawał drogi do przejścia obejrzeliśmy kościół tylko z zewnątrz. Z Kamionnej czerwonym szlakiem doszliśmy do Mniszek, gdzie w dawnym folwarku urządzono Centrum Edukacji Regionalnej i Przyrodniczej. Można tu zobaczyć warsztaty pokazowe ginących zawodów, np. kowalski, szewski, garncarski, wikliniarski, obejrzeć stanowisko pszczelarza, sprzęty dawnego gospodarstwa domowego, sklep kolonialny czy dawne maszyny rolnicze. Ostatnim punktem programu był obiad i deser w "Olandii" - centrum wypoczynkowo-konferencyjnym utworzonym w dawnym XVIII-wiecznym folwarku w Prusimiu, nad jeziorem Kuchennym. Tam po obiedzie, przy kawie i ogromnych, nie do przejedzenia ilościach naszego ciasta obejrzeliśmy pokaz zdjęć, a zasłużeni na różne sposoby na wycieczce w Beskidy uczestnicy dostali nagrody ufundowane przez kierownika Jacka Siweckiego, przysłane do Poznania z samych Katowic (razem z beskidzką mapą miejsc, które przewędrowaliśmy i z beskidzką mapą miejsc, które jeszcze pozostały nam do przejścia). Za to i też za inne zasługi samozwańcza grupa chórzystów z Poznania zaśpiewała kierownikowi przez telefon "Pieśń górali beskidzkich", której uczył nas w górach (okazało się, że skutecznie) przez bite 10 dni. (JL)
[Rozmiar: 9200 bajtów] Galeria zdjęć ze spotkania

RAJD NIEPODLEGŁOŚCIOWY - CHODZIEŻ
Kierownictwo wycieczki: Ela (od przybliżania historii) i Wojtek (od trasy i reszty programu) Ratajczakowie
Współpraca: nadleśniczy pan Maciej Strawa
"Zima, zima, zima ...", ścisnął mróz i spadł śnieg, mimo że był 11 listopada. Wyruszyliśmy z Berdychowa w kierunku Chodzieży. Program był bardzo ciekawy, ale też naszpikowany niespodziankami i nie do końca znany, tym bardziej że nie wieźliśmy ze sobą kierownictwa. Czekali na nas (zaopatrzeni w kwiaty i znicze) pod remizą strażacką w Obornikach.
Przystanek Pierwszy - Budzyń, Okręglik. W tym miejscu stoi figura MB Zwycięskiej. Po drugiej stronie drogi postawiono kamień upamiętniający brawurową akcję zdobycia przez Powstańców Wielkopolskich w lutym 1919 r. niemieckiego wozu pancernego.
Przystanek Drugi - Chodzież, kościół p.w. św. Floriana. Msza św. w intencji Ojczyzny, uroczysty przemarsz na plac pod Pomnik Wolności i udział w capstrzyku. Pod pomnikiem złożyliśmy kwiaty. Po uroczystościach poczęstowano nas rogalami świętomarcińskimi, a sam burmistrz miasta osobiście się z nami przywitał.
Przystanek Trzeci - Chodzież, kamień na miejscu zwycięskiego starcia Powstańców Wielkopolskich z wojskami niemieckimi, przy dawnej fabryce porcelany. Po mieście oprowadzał nas pan Roman Grewling - prezes chodzieskiego Koła Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego.
Przystanek Czwarty - w towarzystwie pana Romana obejrzeliśmy eksponaty zdeponowane w Dziale Tradycji i Historii Miasta Miejskiej Biblioteki Publicznej.
A że mróz był i na Przystankach zmarzły nam nogi, wsiedliśmy w autokar i pojechaliśmy na miejsce startowe trasy pieszej. Pan Roman podprowadził nas kawałek i puścił wolno ufając, że zaprawieni turyści dalej sobie już sami poradzą. Turyści jednak, oddając się zajmującym dysputom i poddając się wodzy tych, co szli z przodu, zgubili szlak. A może złośliwy szlak zgubił turystów? Tego ostatecznie nie ustalono. Faktem było, że szlak poszedł w swoją stronę, a my w swoją. Będąc jednak związanymi ze szlakiem od wielu lat poczuliśmy się po krótkim czasie opuszczeni i wróciliśmy do punktu wyjścia, żeby się szlaku uchwycić i nie puścić go już do samego końca. Widać nie był nam życzliwy, bo prowadził nas kilka razy pod górę i tyleż samo w dół, za każdym razem dając nadzieję, że szczyt Gontyńca został zdobyty. Nie daliśmy się jednak wykończyć przed czasem i cała grupa ostatecznie szczyt zdobyła. A zwyciężczyni - Tosia pędząca na samym przodzie z mapką, wyprzedziwszy nawet swojego zasłużonego w górskich bojach dziadka, została przez Zarząd Koła PTTK nagrodzona czekoladą przywiezioną na tą okoliczność z samej Białorusi.
Przystanek Piąty - Gościniec "Wyrwidąb" ugościł nas przy rozpalonym kominku smacznym obiadkiem, a po obiedzie kawką i herbatką. Żeby tradycji stało się zadość, na koniec jeszcze zjedliśmy rogale świętomarcińskie i pośpiewaliśmy patriotycznie. Tak nam przy tym kominku i po obfitym posiłku było razem dobrze, że nie chciało się opuszczać gościnnego gościńca. Ale czas nie stał w miejscu i już nerwowo przedreptywał z nogi na nogę, więc trzeba było zwijać manele i ładować się do autokaru, żeby posłusznie dać się zawieźć do Poznania. Nic to - przecież nie rozstajemy się na długo. (JL)
[Rozmiar: 9200 bajtów] Rajdowa galeria ze zdjęciami

Rok 2017
20 stycznia - kolejne noworoczne zebranie. Kawka, herbatka, ciasteczka, pogaduszki, w tle sprawozdanie pani Prezes, oklaski za pedantycznie prowadzone przez panią Skarbnik finanse. Możemy spokojnie wkroczyć w nowy rok. Zaplanowano dwie wycieczki: do Bornego Sulinowa i na Litwę, jeden rajd z okazji 80-lecia Grzesia oraz jeden spływ Wełną do jej ujścia. Poza tym, jak zwykle, spotkanie powycieczkowe i Rajd Listopadowy. Padła również propozycja wyjazdu na Maltę. A kto wie, co jeszcze się wydarzy. Będzie się działo... (JL)

PRZYWOŁYWANIE WIOSNY z Krysią i Jurkiem
W piątek 24 lutego Krysia i Jurek Nawroccy zorganizowali w Klubie Profesorskim spotkanie, które zatytułowali "Śpiewem przywołajmy Wiosnę". Jurek akompaniował, Krysia intonowała, grupa śpiewała, jak mogła, a sprowadzone na tę okoliczność dzieci, z niewyobrażalnymi wręcz pokładami dziecięcej energii, tańczyły w rytm śpiewanych pieśni. Przywoływaliśmy Wiosnę piosenkami z naszego kołowego śpiewnika i ze śpiewnika przygotowanego przez Nawrockich. Żeby ducha nie zabrakło, mieliśmy podaną kawę, herbatę i słodkości. Śpiewaliśmy pełną piersią i efekty były widoczne już w poniedziałek. Nieśmiało wyjrzało prawie wiosenne słońce, a w bezlistnych jeszcze gałęziach zaśpiewały ptaki. Widziano też już w niedzielę z lekka zieleniejące na drzewach pączki. Taka jest moc grupowego śpiewania. Krysia uznała, że nieźle nam idzie i na następnym spotkaniu będziemy przywoływać lato. Potem jesień, potem zimę... I może dzięki temu nowemu rytuałowi uda się zachować naturalny cykl pór roku. Tymczasem wygląda na to, że już niedługo zakwitnie śnieżyca i Rajdem Śnieżycowym rozpoczniemy kolejny sezon turystyczny. (JL)
[Rozmiar: 9200 bajtów] Parę zdjęć ze spotkania

JAR ALBO RAJ
[Rozmiar: 11255 bajtów]Godzina dziesiąta, niedziela 19 marca. Czas start! Delegacja w składzie: Ewa, Ela, Halinka, Piotr, Czesiu i Hermes oraz Asia, Jagienka, Darek, Laura, Marcelek i miś wyruszyła wizytować Śnieżycowy Jar. Tydzień wcześniej na przeszpiegi wyruszyli tajni agenci, żeby sprawdzić, czy warto delegować tak szacowne gremium. Na szlaku nic nie wskazywało na to, żeby gdzieś w okolicy czaiła się Wiosna. Żadnych liści (poza zeszłorocznymi) i ani ździebełka w zielonym kolorze. Dlatego tym bardziej Jar wydał się Rajem, zalanym słońcem i wyściełanym zielono-białym dywanem dorodnych kwiatów w szczytowej fazie kwitnienia. Tylko ten tłok i wiary kupa. Nie wiem (bo nie byłam), ale chyba w raju nie ma takiego tłoku. (JL)

NAJBLIŻSZE WYDARZENIA
Lody puściły, a więc kajaki na wodę i płyniemy! 20 maja spływamy Wełną po raz drugi, ale już na dwóch odcinkach - łatwiejszym i trudniejszym.
A na czerwiec zaplanowana już jest trzydniowa wyprawa do Bornego Sulinowa. Obydwa programy zostały dopracowane i podane do wiadomości ogółu.

NA WODĘ PO PRZYGODĘ
Doczekaliśmy się wreszcie tej soboty 20 maja. Zbiórka pod halą sportową w Suchym Lesie i jazda za komandorem wyprawy Wojtkiem Powalskim do Nowego Młyna! W drodze lekko nas pokropiło mżawką, ale nikt się nie wycofał. Na taką trasę zdecydowali się sami doborowi bohaterowie, dlatego wszyscy płynęli odcinkiem o podwyższonym stopniu trudności. Chłopcy z Nowego Młyna sprawnie nas wykopsali do wody i spłynęliśmy z prądem, pokonując leżące w poprzek rzeki przeszkody, aż do samego Jaracza. Gdyby nie tama, to popłynęlibyśmy do Warty, ale zgarnęli nas w porę i zabrali kajaki. Szkoda :(, bo fajnie było. A na koniec była wyżerka i ognicho. Zobaczcie sami jak było fajnie w
[Rozmiar: 9200 bajtów] Galerii zdjęć na fb (JL).

SPOTKANIE Z GRZESIEM
Aktywność grupy nie słabnie. Ostatnio "ekipa penetrująca" Krysi Balińskiej sprawdzała przydatność Lasów Królewskich koło Gniezna do celów turystyczno-krajoznawczych. I chyba Lasy zdały test, bo trasa została zaplanowana. Będzie też spotkanie towarzyskie w Zajeździe u Sobańskich w Modliszewku. A to wszystko na cześć zasłużonego, choć nie wysłużonego Grzesia Baera. Będziemy śpiewać mu peany i życzyć niesłabnącej kondycji. (JL)

Grześ został uhonorowany. Na Jego cześć Grupa przeszła 8 kilometrów. Niektórzy twierdzili, że to było znacznie mniej, ale tylko dlatego, że 8 kilometrów to dla Grupy żabi skok albo rzut beretem. A w jaki sposób uczczono Grzesia, można zobaczyć w
[Rozmiar: 9200 bajtów] Galerii na fejsie (JL).

DESANT W BORNYM SULINOWIE
Zaplanowany przez Dowództwo jednostki desant w Bornym Sulinowie został zrealizowany. O godzinie 7:45 PRAWIE cała jednostka stawiła się w pełnym uzbrojeniu przy Berdychowie i załadowała do autokaru bojowego. Zanim jednak jednostka dotarła do celu spenetrowała terytorium wroga zaczynając od bunkrów Wału Pomorskiego przez obóz jeniecki (oflag) w Kłominie. Po zakwaterowaniu i posiłku jednostka wyruszyła na rozpoznanie terenu Bornego Sulinowa.
[Rozmiar: 9200 bajtów] Dokumentacja fotograficzna z przeprowadzonej akcji (JL)

POŻEGNALIŚMY STEFKA
14 lipca pożegnaliśmy Stefka Krajewskiego. Towarzyszyliśmy Mu w Jego ostatniej drodze na cmentarzu przy ul. Nowina. Msza za Jego duszę odprawiona została w pobliskim kościele p.w. Chrystusa Dobrego Pasterza. Po uroczystościach pogrzebowych całą grupą przeszliśmy do kawiarni w Ogrodzie Botanicznym. Jestem pewna (i to zdanie podzielali też inni obecni na spotkaniu), że Stefek też był tam z nami. (JL)
[Rozmiar: 9200 bajtów] Pożegnanie Stefka

Ostatnie doniesienia
LITWA, ŁOTWA I ESTONIA, czyli tournee przez kraje nadbałtyckie
Miesiące przygotowań, zbierania materiałów i pieniędzy, roboczych spotkań Zarządu i organizatorów, biegania po sklepach i kantorach, surfowania po internecie, uzgadniania noclegów, posiłków, przewodników, cen, kosztów, list itd... Krótko mówiąc miesiące pracy w pocie czoła i nareszcie nadeszła ta chwila. Godzina wyjazdu nieco się przesunęła, ale w końcu wyjechaliśmy spod Politechniki pełni nadziei na niezapomniane przeżycia. "Dokąd jedziemy?" - pytaliśmy się. "Na Kowno!" - odpowiadaliśmy sobie. Ale zanim przekroczyliśmy polsko-litewską granicę była jeszcze Suchowola księdza Jerzego...(JL)
[Rozmiar: 9200 bajtów] Co nasze oczy ujrzały

Koło PTTK Pracowników PP
Administracja strony: Joanna Loręcka Joanna.Lorecka@put.poznan.pl Koło PTTK nr 8 Pracowników Politechniki Poznańskiej
Strona znajduje się na serwerze Politechniki Poznańskiej
[Rozmiar: 718 bajtĂłw]