Koło PTTK Pracowników PP
Koło nr 8
Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego
Pracowników Politechniki Poznańskiej
ŻUŁAWY'2000

   

CHORWACJA'2001

   

KASZUBY'2001

   

BENELUX'2002
W długi, majowy weekend 2002 roku (27.04 - 4.05.02), turyści Koła PTTK PP wybrali się na wycieczkę autokarowo-pieszą, by zwiedzić najpiękniejsze zakątki Belgii, Holandii i Luksemburga. Wyjazd zaplanowano w piątek, 27.04.02 o godzinie 19:00. Wyruszyliśmy do stolicy Holandii - Amsterdamu, który zgodnie z planami naszej wspaniałej przewodniczki Wandy Gordon, miał być pierwszym zwiedzanym przez nas miastem. W sobotę rano dotarliśmy na miejsce. Amsterdam przywitał nas niestety w deszczu, ale nas, twardych turystów, żaden deszczyk nie odstraszy! Pod parasolami i w płaszczach przeciwdeszczowych wyruszyliśmy ulicami miasta na Olac Dam pod pomnik Wyzwolenia - miejsce spotkań turystów z całego świata. Obejrzeliśmy też szlifiernię diamentów oraz wspaniałe holenderskie malarstwo i sztukę użytkową w Muzeum Narodowym (Rijksmuseum). Po południu, gdy trochę wyjrzało słońce, zwiedziliśmy Amsterdam, płynąc stateczkiem po kanałach holenderskiej stolicy. Wieczorem po drobnych perypetiach związanych ze znalezieniem hotelu Formuła-1, dotarliśmy na pierwszy nocleg. Wszystkie noclegi zostały zamówione w nowoczesnych hotelach sieci ACCOR Formuła-1, identycznych w wystroju wnętrz. Trzeciego dnia - w niedzielę rano po śniadaniu, wyruszyliśmy autokarem do miasteczka Alkmar słynącego z muzeum sera (Kaasmuseum). Dalej trasa wiodła do Kaukenhof - największego ogrodu kwiatowego na świecie, gdzie na 28 ha powierzchni pod koniec kwietnia rozkwita przeszło 7 mln. tulipanów, żonkili i hiacyntów. Cały dzień zwiedzania przy pięknej pogodzie - widok i zapach taki, że zapiera dech w piersiach!
Następny dzień 30 kwietnia, poniedziałek - wyjazd do Hagi. Tam podziwialiśmy piękny XVII-wieczny pałac, dom królowej Beatrix, Parlament, a następnie zwiedziliśmy Madurodam - Holandię w miniaturze. Z Hagi już niedaleko do Rotterdamu, największego portu handlowego Europy nad Morzem Północnym. Zwiedzaliśmy go z okien autokaru, jadąc 15 km wzdłuż nadbrzeża portowego. Rotterdam podziwialiśmy "z lotu ptaka" - wjeżdżając windą na liczący 185 m Euromaszt, nowoczesną iglicę tego miasta. Wieczorem pożegnaliśmy Holandię, przemieszczając się autokarem do następnego hotelu Formuły-1 w Antwerpii.
Antwerpia zaskoczyła nas wielobarwnym pochodem pierwszomajowym w centrum miasta. Po ominięciu pochodu dotarliśmy do wspaniałego ratusza, obejrzeliśmy fascynującą katedrę z ogromnym tryptykiem Rubensa, kościół św. Jakuba i niestety tylko z zewnątrz, zamknięty pierwszego maja, dom Rubensa.
Po południu pojechaliśmy do Brugii, przepięknego, flandryjskiego miasteczka, położonego nad malowniczymi kanałami. Spacery kolorowymi uliczkami miasta cieszyły nasze oczy, a znakomite piwa flandryjskie degustowane w kawiarenkach z ogródkami - nasze podniebienia. Wieczorem przyjazd na następny nocleg do hotelu już w Brukseli.
Drugiego maja poświęciliśmy w całości na zwiedzanie Brukseli: Pałac Królewski, Park Brukselski, Atomium oraz spacer po starówce zachwycającej przepięknym ratuszem. Nie ominęliśmy oczywiście symbolu stolicy Manneken Pis (siusiającego chłopca), przy którym zrobiliśmy wiele zdjęć. Wieczorem zmęczeni, ale bardzo zadowoleni wróciliśmy do hotelu na nocleg.
Następnego dnia pożegnaliśmy stolicę Belgii, podziwiając jeszcze z okien autokaru siedzibę królewską w Laecken, olbrzymie, nowoczesne gmachy Unii Europejskiej, katedrę św. Michała oraz Pałac Sprawiedliwości.
Następny postój to Waterloo w Brabancji, 12 km na południe od Brukseli, miejsce klęski Napoleona I w bitwie pomiędzy armią francuską, a połączonymi siłami brytyjsko-pruskimi pod dowództwem księcia A.W. Wellingtona.
Po południu wyruszyliśmy w dalszą drogę do Luksemburga, który zachwycił nas swym przepięknym położeniem. Tam zwiedziliśmy Stare Miasto z Pałacem Książęcym i wspaniałą katedrą oraz Kazamaty Luksemburskie.
O godzinie 18/00 rozpoczęliśmy naszą drogę powrotną do Polski. I tak, 4 maja we wczesnych godzinach rannych dotarliśmy do Poznania zadowoleni i pełni nowych wrażeń.

SŁOWACJA'2002
Tradycyjnie na przełomie sierpnia i września nasze Koło wybrało się na pieszą wędrówkę. Tym razem były to Tatry Słowackie. Jak tylko zaczęły się zapisy w styczniu, do końca nie było ruchu na liście uczestników (44 osoby). Przez ostatnie dwa lata były wędrówki po nizinach, więc wszyscy byli spragnieni gór. Wyjazd nastąpił 30 września. Pogoda na podróż dopisała i wieczorem dotarliśmy szczęśliwie do Zverowki. Miejscowość ta znajduje się około 40 km od granicy Polski, na zachód od Zakopanego. Położona pięknie w otoczeniu gór. Z pensjonatu widać było między innymi Zadni Salatyn, Spaloną, Trzy Kopy i Rohacz.
Stefan Chojnacki, który przygotował trasy, podzielił je (na nasze życzenie) dla trzech grup turystów. Ze względu na kondycję ogólną, ewentualnie danego dnia, można było wybrać się na trasę średnio-trudną, łatwą lub spacerową.
Do tras średnio-trudnych zaliczone zostały np. Dolina Żarska - Smutna Przełęcz - Zverowka (czas przejścia 6,5 godziny), różnica poziomów 1050 m, suma podejść 1060 m, długość 17 km; do tras łatwych np. Prosiek - Dolina Prosiecka - Obłazy - Kwaczany, różnica wysokości 355 m, czas przejścia 4 godziny, suma podejść 420 m długość 12 km; do tras spacerowych zaliczyliśmy wypad do szpitalika partyzanckiego, lub w Dolinę Łataną, były to trasy na około 1 - 2 godzin. Najbardziej we znaki dał się piąty dzień wędrówki, gdzie prawie 80 % wycieczki poszła na trasę Biała Skała - Siwy Wierch - Brestowa - Zverowka. Długość trasy 15 km, czas przejścia 7 godzin,suma podejść 1300 m różnica wysokości 970 m. Zejście z Siwego Wierchu, potem doliną Brestowa dała się tak wszystkim we znaki, że gros turystów leczyło kolana długo jeszcze po przyjeździe do domu. Nie wspomnę tu o turystach, dla których te wspinaczki były "małym piwem przed śniadaniem".
Niebywałą atrakcją dla nas był wypad do Orawic. Są tam uzdrowiska oraz baseny termalne wypełnione ciepłą wodą. W jednym temperatura 37°C, a w drugim 38,5°C. Nie można siedzieć dłużej niż 30 minut, ponieważ temperatura źle wpływa na układ krążenia przy dłuższym przebywaniu w wodzie w tak wysokiej temperaturze. W każdym razie był to balsam na nasze schodzone nogi.
Tradycyjnie w programie nie mogło zabraknąć ogniska, które odbyło się na terenie pensjonatu. Były kiełbaski, piwo oraz śpiewy. Ostatnie dwa dni spędziliśmy w Zakopanem - pensjonat "Karolówka". Kto nie miał ochoty na chodzenie po polskich Tatrach mógł pochodzić po Krupówkach, a i tak, ci którzy zeszli z gór poszli na zwiedzanie Zakopanego wieczorową porą, posmakować atmosfery kurortu.
Jak zwyczaj nakazuje, ostatni wieczór to spotkanie towarzyskie, gdzie jest czas na podsumowanie wycieczki, propozycje na następny sezon oraz wybieranie najlepszych turystów. W tym roku ślepy los o tym zadecydował. Padło na Anię Kierzenkowską, Iwonę Pujanek, Rysia Grajdka i Włodka Parnasowa. Podczas tej uroczystej kolacji podziękowaliśmy Stefanowi Chojnackiemu za opracowanie tych wspaniałych tras, gdzie mogliśmy podziwiać przepiękne widoki. Ewa Grobelska przygotowała mini konkurs filmowy, który wygrał Jurek Błaszczak ze swoimi "podpowiadaczami". Na koniec zeszliśmy do klubu w podziemiach pensjonatu, gdzie przy muzyce bawiliśmy się do późnych godzin nocnych, a rano trzeba było wstać spakować się i ruszyć w drogę powrotną przez Częstochowę do domu.

SPOTKANIE POWYCIECZKOWE
W październiku wybrani najlepsi turyści z wycieczki "Słowacja 2002" zorganizowali spotkanie powycieczkowe w Kicinie. Jak przystało na dobrych gospodarzy, każdy nowy uczestnik, albo osoba towarzysząca zostali poczęstowani przebojem tegorocznej wycieczki, kieliszkiem nalewki "Ciucioreckovy sen" (receptura Top secret) oraz zakąską - dwa rodzaje śledzików. Po takiej rozgrzewce poszliśmy na spacer ścieżką dydaktyczną oraz na zdobywanie "Dziewiczej Góry". Na koniec obiad, kawa oraz oglądanie zdjęć ze Słowacji.

RAJD 11-LISTOPADOWY
Od paru lat staramy się, aby dzień 11 listopada nie był kolejnym świętem i dniem wolnym od pracy. W tym roku Ela i Wojtek Ratajczakowie zorganizowali kolejny raz wyjazd w plener. Tym razem był to rajd pieszy po Puszczy Noteckiej. Pełen autokar oraz kilka samochodów prywatnych świadczą o chęci spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu i chęci poznania okolic naszego regionu. Spacer obejmował okolice Stobnicy. W lesie Kobylnickim złożyliśmy kwiaty i zapaliliśmy znicze na grobach poległych w walkach o niepodległość. Byliśmy świadkami małej inscenizacji przygotowanej przez młodzież szkolną ku pamięci pomordowanych i pochowanych w zbiorowych mogiłach. Na zakończenie byliśmy gośćmi na zamku Raczyńskich w Obrzycku, gdzie zjedliśmy obiad i tradycyjnego rogala Marcińskiego przy kawie i herbacie. Wieczorem wszyscy syci i zadowoleni wróciliśmy do Poznania.
Opracowały: Ewa Grobelska i Iwona Pujanek

KARNAWAŁ'2003. TUCZNO. REMINISCENCJE 2003 ROKU
Kończy się rok 2003. Jak zawsze pod koniec roku przychodzi czas na podsumowania i refleksje. Na zakończenie karnawału 1 marca bawiliśmy się wspaniale w Tucznie pod hasłem "Lata 20-te lata 30-te". Jak uczestnicy byli poubierani, można obejrzeć powyżej. Mieliśmy w planach zorganizowanie wycieczki do Włoch w tzw. "długi weekend" 26.04-4.05, ale z braku chętnych i kompletu w autokarze wycieczka nie doszła do skutku. Wiosna obfitowała w wyjścia plenerowe jednodniowe i tak: 29 marca K. Balińska poprowadziła grupę na trasę Dąbrówka-Leśniczówka - Palędzie-Dąbrówka, 6 kwietnia trasa w okolice Starego Dymaczewa, tradycyjna Śnieżyca 13 kwietnia, 27 kwietnia Lisewo-Łysa Góra i wał Żerkowski (przygotowana przez Krystynę B., Irenę P., Barbarę H.), 11 maja trasa w okolice Dolska (przygotowana przez Irenę P., Anię W.).

TATRY SŁOWACKIE
Od 29 sierpnia do 7 września wędrowaliśmy po Tatrach Słowacji, zakwaterowanie w Starej Leśnej. Jak zwykle Stefan Chojnacki perfekcyjnie opracował trasy. Były trasy dla "wyrypiarzy", dla tych o mniejszej kondycji i zupełnie spacerowe. Stara LeśnaNiestety kaprysy aury i załamanie pogody pokrzyżowały nasze plany. Nie mogliśmy wejść na Rysy, ponieważ powyżej 1500 m n.p.m. leżał już śnieg i ogłoszono zamknięcie wielu szlaków ze względów bezpieczeństwa. Na kilku trasach przemokliśmy do przysłowiowej "suchej nitki", ale na szczęście nikt się nie pochorował, nie licząc kilku lekko zakatarzonych nosów. Najmilej wspominamy wypad do Aqua Parku pod Liptovskim Mikulasem. Dwa miesiące temu oddany ośrodek z sześcioma basenami z wodą o różnej ciepłocie, sześć rur do zjeżdżania, różnego kształtu rury, z których lała się woda i można było sobie zafundować wspaniałe masaże na bolące części ciała. Poza tym bufet, różnego rodzaju trampoliny i inne urządzenia do zabaw w wodzie dostępne dla wszystkich przez cały dzień od momentu przekroczenia wejścia do szatni. Jak zwykle wszyscy oczekiwali ostatniego dnia. I tym razem nie zawiedliśmy naszej grupy, konkursy tak były zorganizowane, żeby wszyscy uczestniczyli w zabawie. I jak to zwykle bywa ostatni mają misje do wypełnienia. Liptovski MikulasTym razem ostatnich czterech: Irena Przybylska, Urszula Błaszczak, Grzegorz Baer i Wojciech Zboroń zostali najlepszymi turystami i mieli niewątpliwie zaszczyt przygotować spotkanie powycieczkowe, które odbyło się 12 października w Skrzynkach k/Buku.

SPOTKANIE POWYCIECZKOWE
Tym razem pogoda dopisała i mieliśmy przepiękny spacer po okolicznym lesie. Obiad zjedliśmy w Dworku w Skrzynkach. Po obiedzie był czas na oglądanie zdjęć ze Słowacji i obejrzenie filmu, który został nakręcony przez ekipę TV Poznań w tym samym czasie, gdy nasza grupa maszerowała po górach. Nawiasem mówiąc widywaliśmy tę ekipę na naszej drodze wędrowania. Hitem wyjazdu na Słowację okazała się piosenka pt. "Krasnoludki" do tekstu Włodka Parnasowa i melodii nieznanego autora. Powstał utworzony w ostatniej chwili chórek, który po upodobnieniu się choć trochę do krasnoludków, odśpiewał 13-ście zwrotek, przezabawnej piosenki, która okazała się zarazem kroniką tegorocznego wyjazdu.
27 września byliśmy na jednodniowym spacerze w Żabnie i Krajkowie. Organizatorami byli Hania i Stefan Anderszowie, którzy w czerwcu tego roku wzięli ślub. Był spacer, ognisko i pieczenie kiełbasek.
Ostatnim rajdem w tym roku był wyjazd z okazji Święta Niepodległości. Jak zwykle Ela i Wojtek Ratajczakowie spisali się na piątkę. Cała grupa pojechała autokarem najpierw do Jaracza, gdzie obejrzeliśmy eksponaty i wysłuchaliśmy historii młynarstwa. Zwiedziliśmy zabytkowy kościółek w Parkowie, w którym Jurek Kilanowski przeprowadził krótki seans medytacyjny (kościół ten posiada miejsca, w których gromadzi się dodatnia energia). Potem poszliśmy na spacer, gdzie na polanie leśnej zapaliliśmy znicze na grobach tych, którzy zginęli walcząc o wolną Polskę. Obiad zjedliśmy w domu Misjonarzy Świętej Rodziny w Bąblinie. Po posiłku zostaliśmy zaproszeni na spotkanie z Rektorem Misji, który opowiedział nam o działalności statutowej, o pracy misjonarzy poza granicami kraju, o działalności gospodarczej (bo taka ma miejsce - turnusy oczyszczające organizm połączone z medytacją i modlitwą) i o wielu ciekawych sprawach związanych z tym zgromadzeniem. O 17-tej odbyła się w Kaplicy Misjonarzy Msza Św. I tak napełnieni wiarą, nadzieją i miłością wracaliśmy do domu 16 listopada 2003 roku.
Opracowała Ewa Grobelska

Rok 2004
40 lat Peteteku w Politechnice Poznańskiej
W tym roku obchodziliśmy 40-lecie powstania40 lat PTTK naszego Koła, które uczciliśmy wyjazdem do Starego Tomyśla w dniach 15-16 maja, połączone ze spacerami w okolice Kużnicy Zbąskiej, zwiedzaniem Muzeum Wikliniarstwa i spacerem w okolicy Bukowca. Na nasz jubileusz zaprosiliśmy przewodniczącą Oddziału Międzyuczelnianego koleżankę Elżbietę Hurnik, która wręczyła zasłużonym członkom naszego Koła Złote i Srebrne Honorowe Odznaki PTTK oraz Dyplomy. Nagrodzeni zostali: Zbigniew Tomaszewski - Złota Honorowa Odznaka PTTK,
Ryszard Grajdek - Złota Honorowa Odznaka PTTK,
Krystyna Balińska - Srebrna Honorowa Odznaka PTTK,
Andrzej Lik - Srebrna Honorowa Odznaka PTTK. Dyplomy uznania Zarządu Głównego PTTK otrzymały:
Iwona Pujanek, Elżbieta Szymkowiak oraz Ewa Grobelska. Zarząd naszego Koła wręczył dyplomy i przyznał tytuły Honorowych Weteranów Turystyki Alkowi Szaflarskiemu, Ewie i Stefanowi Krajewskim oraz Krystynie Balińskiej.
Na spotkaniu zostały wygłoszone dwa referaty okolicznościowe przez Grażynę Dopierałę oraz Henryka Ledę.

1. Czymu musiołym tyn referat napisać.
Gdzieś kole sylwestra spikli my sie zez Grajdkiym Rychym na zebraniu na Piotrowie. W przerwie w wuce Grajdek muł rynce a jo za drzwiomi dali. Tey, mówi Rychu, wisz że petetek u nos mo czterdzieści lot. No a o co sie rozchodzi pytom. Może byś co napisoł mówi Rychu. Krótko czy dugo i na kiedy mówie. Krótko i na maja mówi Rychu. Jak tak to czymu nie. Co tam, bez taki kowoł czasu to zapomnom i bydzie spokój. Ale gdzieś za miesiąc dzwoni Grobelsko Ewa i mówi tey jade na zebranie na Wilde to dó cie wtepne. Ani mrumru o co się rozchodzi. Wiysz mówi mówiół mi Grajdek, że kóniecznie chcesz napisać jakiś referat na maja, to napisz. Mi ani sie śnióło o czymś takim,ale jak rzym powiedzioł to napisze. Tyle czasu to na pewno zapomnom. Ale za jakie dwa tygodnie dzwoni Ewa i sie pyto jak mi sie pisze i czy nie potrzebuje jakiś materiałów to mom sobie wef Internecie znalyść, Ale żadnych papiórów nie podpisywołym to jakoś się wywine. Powiym że mom zaoczne i że nie moge jechać 15 maja. I znowu telefón jak mi idzie. Tak gdzieś tydzin przed 15 Ewa dzwóni tey żeś jeszczy nie zapłacił za wyjazd. No sobie myśle wezme jakom fuche i sobie odbije strate i autobus byndzie miół jedno wolne miejsce. Za dwa dni znowu telefon, że sie rozchodzi o ubezpieczynie i mom podać dane omnie i jak było na imie mamie i tacie. To już sie kapłym że sie nie wywine i na gwołt trzeba tyn referat pisać.
2. Gdzie my nie jechali
Wszyndzie tam my jechali gdzie my nie byli ale tyż czasami my jechali gdzie my już byli i sie podobało ale nie wszystko my widzieli. Ale tak na fest tam gdzie pojedymy znali ino najważniejsze persony wef naszym peteteku. Ci zaś ciągli tam skond przywyndrowoła jeich familio do Poznania przed wojnom albo tyż po wojnie. Czasami jechali tam gdzie szwagier był w wojsku i mu sie podobało albo tyż godali w radio albo wef telewizorze że tam jest ładnie. Dużo tyż wybrali terenów gdzie jechać ci co gównie czytali książki o turystyce i jak wyczytali że tam som ładne drzewnione kościółki, stare klasztory albo jakie stare gruzy zes zamków to zaroz robili plany i tam my jechali. W ogóle to jazdy były dobrze wybrane bez dancingów, holidajów i innych haj fajfów. Ale tyż czasami jak nasi zbieroli sie na zbiorke wef autobusie to nie było pewne czy czasomi taki np. Grajdek Ryszard nie miół jakieś plany że po cichu wymsknie sie na jakiś dancing bo zawdy boł w krawatce i skórżonych sandałach i był zawsze elegancko ogolóny, połny elegant. Pewne było żeby spanie zamówić zawczasu i mniej wiycyj po jednym spaniu na każdygo co pojechał. Ale tyż były jazdy co sie prezesi zes miejscowymi nie dogodali i sie szarpali o pare złotych na jednym spaniu. W ogóle jednak to zawsze tam gdzie my przyjechali to wiedzieli że przyjechali ci oszczyndni zes Poznania. Już dawno tymu przed jednom jazdom wef Jure do jednyj wioski Ci ważni powiedzieli żybym osobiście pojechoł załatwić spanie bo tak byndzie pewnij i nic się rypnie i czy na pewno jezd dosyć miejsc do spanio. Kolejom, pekaesym i dali okazjom bez cołkom noc i pół dnia jechaołym do tyj wioski. Gażdzina od razu mówi adyć panie wszyscy sie zmieszczom, wziena zaliczke a jo przez Kraków do Poznania. Cheba niebo mioło mnie wef opiece że jak nasi pojechali na tom Jure mnie akurat wysłoli na delegaje do NRD. Równo przypadło po dwie, dwóch albo tyż po dwoje na jedno wyrko. Ino bez grzeczność nie mówili póżni co mówili wtedy o tym co tak ładnie to spanie urzundziuł. Gażdzina nie rozumioła oco sie im rozchodzi. U niej spali po cztyrech ojciec i matka a w nogach dwa dziecioki.
3. Jak my sie zapisywali
Najsamprzód wisiały ładne, rycznie malowane plakaty w ostryj żółci i zielyni coby sie kolory ze sobom żarły i przyciongały publike. I tyż publika ciągła na te wyjazdy bo niejedyn chciał sobie popić bo myśleli że jezd tak jak na innych autobusach. Jeno troche ich było i sobie prezesi i kierownictwo z niemi poradziło w szybkich abcugach. Gorzyj było z jednym takim małym od autobusu i żeby dali mogli jechać Baer Jerzy albo inny deżurny musieli z być na noc bo inaczej rano był bejt od piwka i herbaty jak się tumaczył przed kierownikiym. Już póżnij jak na plakaty nie było piniendzy i szkoda czasu szło bez imejla do znajomych a nawet jak kto inny przyszed sie zapisać od samygo rana to już był na rezerwie. Ale nie żeby kto inny nie móg się zapisać. Wef jednym roku wiara od matemy i jeometry sie zapisali na hura i zrobili sobie swoje trasy a reszta sie mogła przyłączyć albo nie. Ale już póżni ich nasi zasztopowali a óni sami sobie pojechali tam gdzie chcieli. Potym już było normalnie że ci co mieli jechać to jechali a ci co nie mieli jechać to ich wina bo sie zapóżno chcieli pozapisywać.
4. Jak my już wyjyżdżali
Czynsto rano albo tyż wef piontek po południu, żeby nie być stratny na jedyn dziyn urlopu. Ciągle na Wildzie na podwórzu chocioż tak tam mało kto mieszko ale tam stojoł nasz autobus to tak miół bliżej. Tyż jak autobus beł zes mlyczorni to itak musiał przyjechać na Wilde. Weżmy rychło rano zes cołkiego Poznania ciągła wiara zes tobołkami, zes walizkami a nawet na kółkach. Jedyn gość co go jego kobieta podtrzymywoła mówi do niej, tej Hela ino patrz, że tyż takim sie chce tak rychło rano szwyndać po mieście, pewnie ruskie jadom na handel na Bema. A Hela mówi do niego a dej im spokój pewnie roznoszom mlyko po dumach. A czasym już rychło rano gorąc był taki, że sie lasy fajczyły kole Wronek i Miałów i tyż kole Raciborza. Inni mieli lepi bo ich podwozili własnymi autami młodsi i na odjazd mówili jedż tata i mama wypocznijcie sobie a my już sie wolnom chatom dobrze zajmiymy. Jeszczy inni podjechali taksówkami ale nie żeby stanyli na ulicy, kozali se podjechać pod bagażnik autobusu żeby się nie spocić przy noszeniu bagażu zes taksówki do autobusu. Ale jakby nie planować, jakby nie kombinować że wyjazd jezd godzine przed wyjazdem to i tak Cieślak Janusz sie musioł spóąnić aż roz kierownik nie wytrzymoł i Janusz dymoł taksówkom i doszedł do ogółu przed Wrześniom. Ogólnie przychodzili na czas bo każdy chcioł siedzieć zes przodu gdzie mniej trzynsło. Inni znowu kombinowali zes któryj strony usionśc zes powodu na widoki albo słońce. Albo tyż patrzyli czy nie trafi sie jaki niemowa co tylko czyto albo śpi. Już wef autobusie szef albo szefowo czytali liste i zawsze ładnie po imiyniu Jurek, Rysiu, Stefek, Renatka, a nawet Heniu a nie Jerzy,,, co znaczyło ze grupa jest wef komitywie . Potym dawali plany nalepki i jedymy.
5. Jak my już przyjecholi
Roz sie jechoło bez przystanku a innym razom sie jechoło zes przystonkomi wtedy jak kierownik wyczytoł że jezd jaki pałac, kamin pamiontkowy, jakie duże drzewo albo tyż jakie pole gdzie dawni wef wojne nasi sie bili z obcymi. Jednakowoż jak stajało napisane, że jezd pałac do zwiedzonio wef tym a tym dniu to nie musioło tak być de fakto. Albo pałoc akurat beł zamknienty albo pole zaorali. Nojpewni beła jako kupa gruzów po jakim zamku jak jom jeszczy nie wywieżli bez miejscowych. Na jednyi trasie co my stanyli kierownik i prezes bez godzine szukolo trzech cisów co miały tam być i kryncili się kole każdych trzych drzywek bo nikt nie wiedzioł naprowde jak taki cis wyglądo. Ale jednakowoż pożni my dojecholi i dopiero zaczon sie cyrk jak dopasować klucze, pokoje i spanie tak żeby wszysko grało, każdyn beł zadowolony i nie brynczeli za dużo. Ale i tak godali potym po kontach że ci majom lepsze spanie a my akurat momy gorsze spanie. Wef niektórych dómach się nawet zamienioli na pokoje żeby mieć lepi. Jak sie już rozpakowoli to sami swoi sie pochowali po pokojach a już mniyj swoi łazili w te i wefte i nie wiedzieli co dali robić. Jak beło piwo albo jaki bufet to niektórzy schodzili ale normalne jak już sie zeszło cztyrech to grali wef brydża i tak z nich nic nie beło. Wef telewizor tyż sie nikt nie gapioł nawet jak grali mecz wef piółe. Jak by kto mysloł, ze najlepi jezd jak spanie jezd w jednyj zbirówie to ni mo racji. Wtedy tyż jedni godali że mieli przeciąg bo mieli spanie przy oknoch albo za blisko drzwiów i jak wef nocy szli do wuce to ich budzili. Tyż wef takiy zbiorówie nie szło wytrzymać bez chrapanie, Jak już cołkiem nie szło spać bez to chrapanie to brali namiot i tego istnygo kładli wef namiocie obok wef ogrodzie albo na podwórku. Ciynszko tyż beło jak wef sali co jom poprzedzieloli kocami jednymu przypadła głowa kole nóg tego co mu zamkli wode wef umywali po kolacji a wef pośpiechu wef dumu nie zdonżuł. Ogólnie to mieli takie widzi misie że każdyn jedyn chcioł osobny pokój zes umywalkom i nawet zes ustympom. Ale ci to mogli sobie jechać zes Orbisom albo zes innom Gromadom. U nos musioło być tanie spanie itego pilnowało kierownictwo najbardziyj. A jak sie wadzili zes Mrazlikami o zniszke to itak beli górom. A Mrazlików nie beło tak żle bo ustympy co piyrw mieli na podwórku przenieśli do umywalni. Jak sie rano cołko sztyrdziestka zeszła na mycie i te inne rzeczy to para zes mycio, różne kolońskie i perfumy i cug zes ustympów bez okna robiuła takom zoyche, że wef Kaczorach dopiyro by widziyli co to jezd charakterystyczno i specyficzno woń. Ale, że tanie to nie cołkiem żle. Wef takich Jesenikach codziynnie rano o piontyj jechały Tatry do roboty i autobusy do miasta to bez to przynojmni nikt nie zaspoł rano na zbiórke. Najgorzyj beło jak były dwa standarty miyszkaniowe. Rzadko to beło ale sie trafiuło wef Suwalskiem.wef Burdeniszkach. Tam sie trafiuły tońsze dumki drzewnione i jedyn dom lux zes psami na podwórku. Kierownik wcisnął te luxy paru naszym niby jak leci. Byli miyndzy nimi Joniak Alla, Joniak Stefan, Leda Hendryk jeszczy troche innych naszych.Jak sie przyszło zes garnuszkami na herbate do tych wef tych drzewnionych dumkach to ci sie letko śmioli pod klukomi. I dopiero na drugi rok wef czechach jak się nasze dziewuchy popiuły pilznerami to im sie wymskło że tyn lux wef Burdniszkoch nazywali tak jakoś generalny, genetyczny o! geriatyczny. I tyż po roku my sie kapli czymu jak ci zes drzewnionych dumków sie przesmiewoli jak sie muwioło Burdeliszki zamiost Burdeniszki. A po prowdzie to nie beł żadyn lux i nowet nie do dupy. Enżynier co tyn lux budowoł cheba beł na laku, pokoje porobiół po 50 metrów a wychodek 1 metr kwadrot i 1,50 na wysokość bez okiyn. Ci zes dumków przychodzili i na próbe wchodzili do tych wychodków żeby wiedzieć jak to jezd wef takim gabarycie.
6. Jak my wyndrowali bez góry i doliny
A jak, normalnie albo wef góre i potym na dół albo ciongle po płaskim. Po płaskim to jakoś szło bo autobusy podjyżdżali do tego płaskiygo i sie nie szło po nic. Najgorzyj beło wef tych górach wef czeskich Tatrach. Autobusym to my gnali po 500 km a jak my już dojechali to zamkli te kóńcowe 14 km przed górami i musioło sie na piechote jakby nie mogli nos puścić bo szose tam zrobili eleganckom i swoich od liczynio kozów, jeleniów i niedzwiedziów to puszczali. No ale niech im tam bydzie. Ci co nie lubieli wef górach iść po płaskim poszli inaczej,od razy szli na Krywań co akurot beł bliżyj i od razu sie szło pod góre. Ale nie, żeby nigdy autobusy nie podjyżdżali bliżyj. Jak roz na płaskiym jak kierowoł Wojtek Balbierz wjechali autobusym do przodu ciasno między płotami ze 3 km i na kóńcu nie mogli nawrócić to i spowrotym musioł sie ciągle cofać do tyłu. Jak już sie cofnoł całkiem do tyłu to sie jedyn zes naszych kapnoł że ni mo portfela zez piniyndzmi co mu ślubno doła na droge, zes kartom tramwajowom i całymi papiurami. To sobie przypomnieli co było tam na tym kóńcu, że tyn istny se tam kucnoł i ulżył od co go naparło od kaputy na obiad i jakieś zieleniny na dodatek. Jak kucoł to mu sie tylno kieszyń ustawióła do góry nogami i portfel sie wymsknoł. No to znowu autobusym do przodu i faktycznie portfel leżoł obok i tylko się letko ytytłoł Ale i tak tyn istny beł zadowoluny. Potym już póżni Zbyszek Maćkowiak tyż lubioł naszych i podjyżdżoł tak blisko jak tylko móg. Jak my oblecieli te góry wef góre i spowrotym bez 8 godzin to Zbyszek, żeby my mieli bliżyj i się nie przemynczyli to jeszczy podjechoł te 100 metrów bez wode, bez spróchnióły mostek by my sie mniyj zmynczyli. A wszystkie nasze chłopoki od autobusów postawioli je na widoku żeby każdyn kierownik już zes daleka widzioł gdzie jest i móg trafić. Ale tyż beło tak, że jak sie zes kierownikiym nie dogodali to autobus ustawili wef takich krzokach że nasi szli dali zes 2 km i dopiyro zes tyj strony mieli autobus na widoku. Rzodko tylko nasi się zes autobysym cołkiym minyli i zes inygo miasta musieli przyjechać pekaesym bo mieli komórke. Gorzyj beło jak jeszczy nie beło komórek to jedni tacy co zabłondzili na fest przyjechali pociągiym do Poznania nad ranym i wef Politechnice patrzyli na nich i mówili e patrzcie przyjechali. Rzadko tyż maszerowali wef gromadzie razym. Wef górach to beło jasne że nikt za Tomaszewskim Zbidniewym nie nadónży Nawet beły takie plany żeby Go docionżyć i dać mu do rukzaka po 20 cegieł bo podobno jak mu roz po cichu wciśli 10 to nawet sie nie kapnoł co i jak. Na samym kóńcu szli ci szli wolniyj bo mówili e co tam bydziymy gnać do przodu. Tu sie rozchodzi gównie o widoki a nie o wyścigi na czas. Po tym jak sie kierownicy kapli że jedni lubią widoki a nie wyścigi to dawali inne trasy na widoki a inne na wyścigi. Ale i po płaskim tyż sie rzadko szło wef gromadzie. Osobno szli ci co mówili e tam kierownik i tak zabłońdzi i tak najlepi sie spytać miejscowych jak iść do isntnyj wioski. Osobo szli tyż ci co mieli się ku sobie i dla niepoznaki szli jedyn wef tyle a drugi zes przodu. Osobno tyż szli ci co siedzieli razym wef autobusie i mieli dosyć bo sie już nagadali bez droge. Jak już kierownik cołkiym zbłondziól i stanoł i myśloł jak dali iść to sie schodzili bliżyj ci zes tyłu i pytoli co znowu kierownik zbłondziuł. No to kierownik wysłoł jednygo i mówi leć ino na te górke i zobocz czy na tyj sośnie ni ma jakiygo znaku. Ale nie, żeby kierownik ciongle szukoł znaków bo czasami na krzyżówkach miejscowi poprzestowioli i do istnyj wioski stojoły akurot odwrotnie i nawet taki Łęcki Włodzimierz by sie nie kapnoł co i jak.Wiyncyj wef gromadzie szli jak beło ładnie i ciepło. Jak szły zes przodu Lubawy Renata, Zboroń Danka i Biłos Małgorzata wef specjalnych papciach do turystyki i wef eleganckich szkarpytkach i wef spodynkach akurat na tyn goronc to w ogóle beło na co popatrzyć. Nie, żeby się, rozchodziuło o to i owo. Sie rozchodziuło gównie o te ładne szkarpytki i spodynki. Gupio godać ale tyż beły nygusy co rano przyszli do kierownika że dzisiej bierom wolne i sobie odpocznom. Łazioł potym taki wef koło autobusu, czytoł stare gazety i sie patrzył. Czasami jedni chcieli iść ale mieli wyślizgane papcie i jak szli po śniegu na Bystrom to na jedyn krok do przodu ześlizgli sie dwa do tyłu i tak doszli spowrotym do autobusu. Przedtym tyż, jak zapisywali zes plakatów to jechały zes nami panie co jechały tyż do Ciechocinka i jak przyszło do wyjścio na jakom góre to sie burzyły że ni ma wyciongów na te góre. Wef wrzyśniu na poczontku som imieniny Stefanów. Akurat tak wyszło że u nos jechali tyż dwa a potym trzy Stefany to wte imieniny puszczali bez autobus tytke zes klymami jakom bomboniere a tyż czasym beczułki zez likierom. Mogli sobie fundować bo jak beło ich wiyncyj to im wyszło tani a tyż mieli zes gowy tyn cołki cyrk zes imieninami na wieczór. Jak nasi lubieli te bomboniery to namówili Grobelskom Ewe żeby tyż sobie jakieś imieniny zrobiuła i tyż puszczała bez autobus tytki zes klymami, Tylko już nie pamientom jakie to beły imieniny bo Ewe to jezd wef wigilie. Tyn Chojnacki Stefan obok robienio imieninów to tyż kryncioł kino do telewizora na jesiyn to mioł wiynksze powożonie u publiki a specjolnie u dziewuch. To tyż napisali mu na te imieniy Na Stefana że byndonc stale wef kadrze i gotowe na filmowym planie rośnie ich szansa że sie niektóro do historii przedostanie. Innym zaś mniej chyntnym na wspominki zostanie tyn słynny moment zes filmów po schodach zes autobusu wysiodanie i wsiodanie. Dawni jak jeszczy wef peteteku nie beło cołkiem porzundnie to nawet sie nasi opóżniali na zbiorki o godzine. Najgorzyj beło za Lika Andrzeja wef Łysej Polanie. Kupe wiary sie spóźnioło i nawet poszło ostro na sprawe sondowom. Nawet taki Tomaszewski Zbigniew przyszed zapóżno ale się tumaczył wef postympowoniu że mu sie zelówka od nowych papci odlepiuła i co przywionzoł sznurkiym to się on przecieroł na szutrze, musioł stanąonć i na nowo wionzać co sie znaczy że winna jezd ta szutrowo trasa. Wszysko jezd wef urzyndowych papiorach co majom ważność urzyndowom i som na przechowaniu.
7. Jak nasi jedli i sie starali
Zes jadłym prezesi tyż nie mieli letko. Musieli wiedzieć, że ci zes naszych co chcom być szlank i majom na uwadze trzode chlywnom nie byndom jeść żadnygo kotleta ani innygo salcesona i mówili ,ze som bezmiynsni. To by jakoś szło bo jakby im dać jajek albo śledzia to by sie zamkli ale co to nie. Każdyn prezes musi wiedzieć, że bezmiynsni dzielom sie na bezrybnych i bezjaecznych. Na to już kucharze nie dawali rady i przyniosły na sale na pierwsze pyrki wef łupinach a na drugie buroki wef plasterkach. A najlepi beło jak dawali na obiad pierogi zes kaszom co tyż przy okazji wyszło tani. Po czasie trzebno powiedzieć, że ci bezmiynsni mieli racje bo trzymali wage i som do dzisiej szlank co każdym może widzieć jak się rozejrzy po tych bezmiynsnych. Dobrze tyż beło jak dawali zupy zes pomidorów, i kompoty zes dwóch teresiynek na każdygo bo mało szkodziuły na żołondek no bo kumu mogły zaszkodzić takie dwie teresinki wef słodkiyj wodzie. Zupy, kompoty i inne picie miały tyn feler, że miały wode i wef jeżdzie każdyn zes naszych chcioł żeby autobus sie zatrzymywał byle gdzie na strone. Ale co to nie, na to nie beło pozwolynia żadnygo kierownika. Co 200 km i szlus a jak już blisko Poznania to sie jechało ciongiem bez przystanku. Ale jak na obiad beła zupa zes wiśni, pierogi zes jagodami i kompot zes jabłek to jednak na siłe nasi zatrzymali autobus byle gdzie ale tak że blisko szosy teren szed wef dół a na brzegu beł rand zes betonu, No i jak sie 20 chłopa ustawioło wef jednym rzyndzie i sobie ulzyli przy ksienżycu to widok beł jakby 20 rycerzy szło zes swoimi lancami do boju jak godojom górole wef górach do ceprów, że sie ci rycerze obudzili i idom. Ale znowu nie tak, że autobus nie stanoł nigdy na zawołanie. Jak jedyn zes drugim mioł od doktora papier ,ze mo obstrukcje to już lepi żeby autobus stanoł. Niektoren to naumyśnie próbowoł zatrzymywać autobus żeby go potym nie wybrali na najlepszygo tyryste. Jedyn nawet to sie naumyśnie spażniał na zbiórki tyż żeby go póżni nie wybrali na najlypszygo. Inni tyż kombinowali jak nie być wybranym na najlepszygo. Szli wef tyle i brynczyli a jeżeli sie rozchodzi o jedzynie to tyż brynczeli że kwaśne, że mało słodkie albo mało słune bo tyż myśleli ze to im pomoże. Naprowde to beło tak że jak kto nie beł dawno, albo nie beł w ogóle to i tak wybrali bo którenś musioł te robote na jesin zrobić to niech sie chocioż cieszy że jezd najlepszy albo tyż najlepszo. Nie ula to naprowde bardzo dobry turysta to beł Sowinski Marek. Ciengiem szed zes otwartom książkom o turystyce i wszystko co tam beło napisane musioł wiedzieć lepi. Jak stojało jakie stare pamiątkowe drzewo albo jaki stary domb to brali zes chłopokomi celówke i mierzyli ile to drzewo mo wef koło. Jak to jezd mówi Marek, że jezd 3m56 w koło a wef książce stoi napisane że jezd 3m50. Albo tyż jako kupa kamiyni miała mieć wef góre metr osiymdziesiont a de faktom o ino metr siedymdzisiont i tak ciągle chcioł widzieć jak to jezd aż wiedzioł swoje. I ładnie mówił jak pływali na kajakach A drugi taki dobry to beł na wyjazdach Szaflarski Aleks. Tegu znowu ciągło do spolonych chałup wef Bieszczadach gdzie stojoł tylko kumin. Koniecznie musioł wiedzieć gdzie beł ganek, ile beło okiyn i w ogóle ile tam beło chałup bo mu stale nie pasowało do ksionżek. Wef takiyj gromadzie to sie trafioły papcie co obcieroły i żeby tyn istny móg iśc dali to musieli mu posmarować te bumble. Staderska Elżbieta i Lubawy Renata robioły to tak elegancko tyn istny móg iść dali. Tak sie to podobało że nawet pisali o tym wef wierszach pozni na jesieni. Jednym sie to podobało innym mniyj tak, że już póżni wierszów nie pisołym. Jak mnie na Owsianyj za chłopoka przezywali chinski uczuny Kuo mo żo to jeszczy szło ale jak mnie nasi na ulicy przezywoli poeta to już nie zwytrzymołym i beł szlus zes poezjom.
8. Co nasi chcieli jak sie już kończyło
Jak beły ładne widoki to nasi sobie obiecywoli, że trzebno tu przyjechać na urlop. Brali adresy, telefony i kombinowali czy sie opłaci daleko jechać. Jedni to nawet zapisywali sie na Sylwestra wef Jesenikach ale pewnie na ula. Ale nie, żeby wszyscy to robili na ula, nie. Taki Kilanowski Jerzy jak sie umówiuł zes rybokiym kole Suwałk to pojechoł. Wsadzioł ślubnom na shelke i pojechali. Potym póżni sie chwolył, ze było ładnie, ze sie kalkulowoło bo sobie ryb nałapali wypatroszyli i upiekli to ich to mniyj kosztowoło. Już widze jakby to wyglondało tego lata. Na siodle Dawidson –Harleya zes dospowonom ramom na wzmocniynie siedzi Kilanowski Jerzy wef hełmie zes goglami,zes przodu wystaje broda, obleczony wef westke a na ryncach mo wypisone na niebiesko jadymy po sukces. Powoli trzebno kóńczyć bo jak mi sie wef poniedziołek zes studentomi na Politechnice wymsknie no to byndziymy to którenś pomysli po cichu ale zes landu przyjechoł na tom Politechnike. Mówi się będziemy. Tak tyż myśleli downi. Hrabia śpi po dancingu wef Bazarze wef Poznaniu rychło rano i słyszy za oknym jak tyn co sprzedowoł wyngle krzyczy wągle, wągle to hrabia woło do niego ę, ę. Na to tyn nadole hę., hę. Ę,ę mówi hrabia. Pocałuj mnie wef dupę mówi tyn zes dołu. To jezd troche historii Politechniki bo mówił to wef roku 1956 przezacny profesor Smocze jajo. Tyle o Politechnice bo ona tyż należy do tego peteteku i coś o nij powinno być.
9. Co beło jeszczy pożni jak my już troche byli wef dumu.
To już nasi mieli wolne ino ci nalepsi zaczynali szukać jakieguś dumu wef jakiey wiosce żeby zrobić zjazd na jesiyni. Najważniejsze beło żeby beło tanio ,blisko i wef ładnyi okolicy. Kiedyś to tam jechali autobusami ale wychodzioło za drogo i póżni to już jechali swoimi autami bo już sie żyło dostatnio.Jak któren jeszcze nie żył dostatnio i nie mioł auta to nie żeby nie móg przyjechać nie, zawsze którenś zes autem go zawioz a czynsto nawet przywioz spowrotym do Poznania. Żeby beło jeszczy tani każdym musioł wzionć ze sobom placek albo jakie inne jedzynie. Herbaty to na ogół dawali na miejscu. Aha, jabłek jak beł nadurodzej to tyż przywiezli i każdymu przy bramie dawali po jednym. A najważniejsze beło ,żeby wef tyj wiosce beł prond do telewizora. Bo publika ino czekoła aż Chojnacki Stefan puści kino co je kryncioł bez cołki czas jak my jechali. Nie powiym, kino beło ładne zes ładnymi widokami co je Stefan trzymoł na widoku bez 10 pore minut jedyn. De fakto nasi czekoli aż każdyn byndzie wef telewizorze pokozony jak idzie, jak stoi i nawet jak leży. Najczynściyj byli pokozywani prezesi i kierownicy i niektóre nasze dziewuchy co się umióły tak kole Stefana ustawić że ciongle je zdejmowoł. Stefan się staroł jak móg i nawet jak była mgła bez widoku na metr to tyż zdejmowoł widoki i prezesów i mówiół ze ważne , że chocioż co słychać. Niektórzy pokozywali obrozki bez ruchu zes ładnymi widokomi ale nasi chcieli lepi oglondać jak sie idzie a nie jak sie stoi i patrzy.
10. Jak jezd teroz
Teroz jezd lepi i jezd porzundek. Ni ma plakatów i wszystko idzie bez internet. Nawet jak którenś nie mo interneta musi sie pytać innygo co mo internet czy wef internecie ni ma jakiegoś komunikatu gdzie wef internecie jezd jaki komunikaot o naszym peteteku. Bez interneta sie już nie do wyndrować po landach i pewnie wnet byndzie komunikat wef internecie, że bez interneta nikt nie byndzie wpuszczuny do autobusa i może sobie pojechać pociongiym do wuja na wsi a nie na jazde zez politechnikom. Jak by już komuś sie nie chcioło łazić zes tom turystykom to sobie może założyć tyż internet i bez tyn nternet byndzie wiedzić wiyncyj jak ci byli na jakiś trasie. Wef internecie som tyż eleganckie fotki kto beł na trasie a kto nie a jak mu co nie pasuje to sobie może bez internet nadoć zapytanie do Szefowyj czymu go tam ni ma albo jezd ale go nie widać bo mu którenś naumyśnie zasłonił jego widok. Najgorzyj byndom mieli ci co sie zapisali a potym im sie odechcioło i nie pojechali na trase. A już najgorzyj byndom mieli ci jadom ino na połowe trasy bo burzom porzundek i jezd na szkode petetku. Tym sie byndzie zarzond przyglądać dokładnie i mogom być nawet pociongniynci. Ogólnie nie powinni robić fermyntu burzyć plany co jezd ważne. Jak byndzie póżni, nie wim. Wiy tylko ścisłe kierownictwo. Tyle zes pamiynci i do waszyj pomieści spisoł hendryk deleda.

40 LECIE PTTK
ŚWIADECTWO SZKOLNE DZIECKA-KOŁA
"WIELOIMIENNE" PTTKOWSKA (a, i)
- imię- -nazwisko-
URODZONE: 1964 w Poznaniu
MATKA: EWA
OJCIEC: ZNANY MATCE
ADRES: POLITECHNIKA POZNAŃSKA
UCZĘSZCZAŁO NA ZAJĘCIA O SPECJALNOŚCI: TURYSTYKA PIESZA; NIZINNA
WYSOKOGÓRSKA, KAJAKOWA I ŻEGLARSKA
W LATACH: 1964 - 2004
W SZKOLE WSPÓLNOTY I PRZYJAŹNI
OTRZYMAŁO OCENY Z NASTĘPUJĄCYCH PRZEDMIOTÓW:
(oceny są opisowe wg nowych wskazań ministerstwa)
ZACHOWANIE ......................................... WZOROWE
Za umiejętności bycia w grupie, empatię, uspołecznienie (jeden haruje inni korzystają)
systematyczność (co najmniej raz w roku jedna duża wyprawa i kilka mniejszych), otwartość
(serdeczne przyjęcie Nizio i Romana - z innych regionów Polski, a nawet Borysa z ZSRR i Ani
z USA - bez uwzględniania żelaznej kurtyny), brak antysemityzmu (mamy swojego Żyda -
patrz bal w Tucznie), za patriotyzm - szczególnie lokalny (okolice Poznania - Krysia B)
i prowincji ( Ela i Wacław - nie ! - Wojciech z Szamotuł), narodowy - okazjonalnie wyrażany w
piosenkach (czasy socjalizmu, pieśni 1-wszo majowe np. "Zbudujemy nowy dom ...." 3-cio
majowe "Witaj majowa jutrzenko" ....... przez walkę o niepodległość wyrażaną w ułańskich
przyśpiewkach i anty sowieckich kupletach ("niech żyje nam towarzysz Stalin co usta słodsze
ma od malin" po czczenie Świąt Niepodległości czynami - marszami w terenie (Emisariusze - Ela i Wojciech)
poza nielicznymi incydentami brak agresji w czynach i języku.
JĘZYK POLSKI..........................................CELUJĄCY
Krasomóstwo - prowadzenie imprez, twórczość poetycka od specjalności fraszka - poeta
wzorzec Zbyszek Kurzawa "co bym ja robił z kielecką dziewką z tą cienką, chudą
marchewką ....", przez igraszki słowne ("chodzimy po rozum do głowy i wszystko jest nam
na rękę" (Luba), dalej tekściarzy godnych "Parnasu" (Włodek P) "szaba daba da każdy chodzi
jak się da" ..... i Jurków N "lepiej pójdę naprzeciwko i wypiję piwko" ....... po eposy po
wycieczkowe Staszki A. i Henia L. (świetna znajomość lokalnej gwary). Poznaliśmy siedziby
literatów - Sienkiewicza w Oblęgorku i Kraszewskiego w Romanowie. Już nie wspomnę o
"Dialogach Platona" (gdzie im do dialogów Jurka K. i Ryśka G.) oraz monologach Mariana
Załuckiego głosem i interpretacją Stefana K.
JĘZYKI OBCE ....................... CELUJĄCY
Umiejętności porozumiewania się w każdym języku - zwłaszcza po napojach.
Dominuje angielski, ale mówiliśmy z Borysem po rosyjsku, w Beneluksie po niemiecku i francusku w Chorwacji
po serbsku - niezastąpiona Teresa P, po słowacku po czesku "aderszpaskie stieny"
dla koneserów po kaszebsku - "vidi vidi wiczka gdzieś ta bela" - w Kartuzach.
HISTORIA ..................................CELUJĄCY
Wniesienie zmian do mitologii lekarz zamiast Eskulapem zwany jest Hermesikiem,
za znajomość historii Polski od grodzisk (ekspert Marek S) przez szlak Orlich Gniazd (Ania K),
mury obronne - Paczków (Baerowie) i twierdze Modlin (Marysia M) po zamczyska - zamek w Gniewie
i gniew w zamku Kwidzyn i Liw, gdy nie chcieli nas wpuścić.
Podzielamy historyczne tendencje wielkomocarstwowe : "żal, żal za dziewczyną za zieloną Ukrainą".
Znamy dawne zwyczaje np. "urzędnik na delegacji" to kat z Biecza (patrz quiz Ryśka odpowiedą Zbyszka).
Odwiedzaliśmy pola bitew i wiemy gdzie jest i co znaczy Waterloo i Austerlitz (Siwy Wierch dla Ryśka).
MATEMATYKA ..............................CELUJĄCY
1. Za niezwykłą dokładność wg miary "złotego suwaka" Ryśka G. aż do perfekcji : wg miary
fizjologicznej "mililitro-sekund" wzorzec miary - w Beskidach ustalony i nadzorowany przez Zbyszka T.
2. Algebra-nie tylko "dodawanie sobie", ale i mnożenie zwłaszcza składkowych pieniędzy
- prawdziwy skarb to nasze skarbniczki (Irka B., Ewa D., Elunia Sz., która zawsze ma "coś na plusie");
3. Znajomość matematyki wyższej - to przede wszystkim "wysokie znajomości"
z uczonymi matematykami lub informatykami. Została opanowana nowa i skuteczna metoda
nauki algorytmów - podczas snu "z głowy do głowy" najlepiej w schronisku
np. Murowańcu na jednej pryczy z nauczycielem akademickim Krysią B.
TECHNIKA .... PRZEDMIOT ZAWODOWY ...... CELUJĄCY Z MINUSEM
Bo: w Zbąszyniu nasi inżynierowie nie zdołali naprawić "Autosana".
Rehabilitacja nastąpiła po latach dzięki Stefanowi K., który naprawił maszynerię zasłony obrazu Matki Bożej
w Kalwarii Pacławskiej przysparzając nam wszystkim zasług dla życia wiecznego (poprawka zaliczona) ...... CELUJĄCY
1. Zakres wiedzy z MR i P - opanowany : doświadczalne sprawdzenie różnych środków
lokomocji: kolejek linowych, krzesełkowych, gondolowych, pojazdów szynowych
i pływających oraz mieszanych - płynęliśmy statkiem jadąc po trawie na szynach,
maszerowaliśmy po podkładach kolejowych z prędkością "ciuchci" uciekając przed burzą do
kwatery we Fromborku.
2. Zakres wiedzy z Technologii Obróbki skrawaniem opanowany mistrzowsko z użyciem
narzędzia zwanego językiem z efektami uwidocznionymi w twórczości balladowej aż wióry
leciały (plotkują, że "czerwone ma podwiązki pod tą suknią).
Poznano też różne urządzenia techniczne : młyny, śluzy, "buty wydobywcze", najróżniejsze
elektrownie trudno wymienić wszystko, ale niewątpliwie trzeba wymienić znawcę przedmiotu
cierpliwego korepetytora Wacka Sz., który to humanistycznej, a może "kapuścianej" głowie
próbował przybliżyć tajemną wiedzę techniczną.
FIZYKA .....................CELUJĄCY
Za wiedzę z TERMODYNAMIKI
A. Wykonano ćwiczenia z zakresu metod uzyskiwania tzw. wrzątku z użyciem : kocherów,
kuchni gazowych, grzałek po "hity" - czajniki elektryczne. Uzyskane wyniki to dobra kawa
i herbata bez strat w ludziach (nie notowano oparzeń).
B. Wykonano ćwiczenia z metod podnoszenia i obniżania ciepłoty własnej poczynając od
zakładania na ciało wszystkiego co w plecaku lub zdejmowania aż do slipek
(męski striptease model Zbyszek .)
C. Podnoszenie temperatury otoczenia - najlepsze efekty uzyskiwano przy zastosowaniu
swawolnych piosenek, pieprznych kawałów i niezastąpionego grzańca (nomen omen)
D. Rozciągliwość i ściśliwość - sprawdziany odbywały się w schronisku - max. wynik osiągnięto
w Bucharzewie z nadspodziewanie dobrym efektem ubocznym w postaci emisji w 9 miesięcy
póąniej - Marysi K. (para ćwicząca: Ewa K. i Krysia B.)
E. Najwyżej oceniono pracę na temat : "zasada naczyń połączonych" - jako, że uzyskano
nadzwyczajne wyniki w podnoszeniu i wyrównywaniu (bez obniżania) poziomu w różnych dziedzinach
turystyki zwłaszcza zaś w programowaniu tras wypraw.
CHEMIA .................. CELUJĄCY
Za precyzyjne sprawdzanie i to z narażeniem życia, bo przez degustację przypadkowo
zakupionych produktów fermentacji i destylacji, metodami:
1. "już od rana tokaj piłem" - met nie polecana,
2. "Lepiej pójdę naprzeciwko i wypiję sobie piwko" - bardzo skuteczna, a bezapelacyjnie
najlepsze jest piwo schroniskowe marki "Dolej" lub "Dalej", a wybór zależny jest od stanu
turysty - paść czy iść dalej.
3. Najwyżej, bo w schronisku oceniono destylat a'la Zbyszek T. (Magura Małastowska), jako
że wysoce przyczynił się, a może nawet umożliwił zaliczenie sprawdzianu z fizyki
z zagadnień: rozciągliwość łoża, ściśliwość osób, podnoszenie temperatury zziębniętych
turystów po "przejściach". kiperzy docenili nowość - "ciuciuredkowy sen" - halucynogenny
z obrazami zdobycia nie tylko Rohaczy, ale i "Korony szczytów świata"
ewentualnie ukoronowania podchodzenia zdobyczami z miłego grona turystów.
SENSORYKA
A. Zapachy - wyczuwano te najintensywniejsze - "zgliwiały ser" (wieczorową porą)
i najdelikatniejsze w szerokiej gamie woni : kwiatów, wód (strumyków, bagnisk, perfum Diora,
podniecającej męskiego potu, dawnej "Przemysławki" przez zapach jakże słodkiego
"Brutala" po najnowszy krzyk mody "Revolution" Kevina Kleya)
B. Smaki - bo "my musimy być silni i zdrowi choćby na skrobi" - ta degustacja wymaga
szczególnej wrażliwości, by doskrobać się smaku potraw (posiada ją Jurek K.)
Inni uczestnicy eksperymentów najczęściej oceniali walory smakowe takich potraw jak : pomidorowa,
schaboszczak z kapustą, a okazjonalne również właściwości ekstatyczne takich potraw jak
kiełbasa na patyku przypiekana w ognisku w doborowym towarzystwie.
Miano delicji uzyskała jajecznica serwowana przez kuchmistrza Czesia Sz.
BIOCHEMIA ...........................CELUJĄCY
Za niezwykle ważną znajomość hormonów, wręcz śpiewającą wg piosenki
(Góry Świętokrzyskie 1973) "moje hormony, moje hormony na szczęście, pobudzające i hamujące
na szczęście, hormon nadnercza, hormon przysadki tarczycy, na moje szczęście na szczęście każdej dziewicy".
BIOLOGIA ...................................CELUJĄCY
A. Za dogłębną wiedzę o wszystkich Parkach Narodowych, pomnikach i okazach przyrody :
ożywionej zdobywaną metodą tzw. "na spytki" oraz przyrody nieożywionej poznawanej
metodą nieco bolesną tzw. Kolanoleptyczną lub "d...ną".
Zoologia - oceniano znajomość zwierzyny dzikiej, tu podziwiano bycie "za pan brat"
z łabędziem i łabędziątkiem, "oko w oko" ze żmijkami, instynkt stadny i bycie na "per ty"
z koziczkami Agnieszką, Danką, Gośką, Joasią, Anką itd.
B. Hodowla zwierząt - obserwowano i rozpoznawano kierdele owiec bystrze dostrzegając
"wilki w owczej skórze" i decydowano się na wędrówkę w towarzystwie baranów (oj te rogi).
Zwiedzano stadniny koni, szczególnymi względami płci pięknej cieszyły się stada
ogierów, a panowie podziwiali egzotyczne stada strusi (rewiowy wystrój - pióropusze w ....)
niestety nigdzie nie próbowano ujeżdżania.
C. Botanika - zaznajomiono się z życiem i gatunkami roślin poczynając od wczesno - wiosennej
śnieżycy - (ekspert Maciej S.) przez konwalie (Kasia K. 1964) na wyspie po jesienne
jarzębiny, których okazy umieszczono we włosach turystek lub na kapeluszach turystów,
a opis i wykorzystanie wyśpiewywano nie uzyskując odpowiedzi na pytanie: "któremu serce dać", no bo któremu ?
Niewątpliwie najlepszym botanikiem jest Zbyszek T., który to na poletku doświadczalnym
"Karkonosze" - umieścił napis "tu będą rosły jagody" i rosły, a tam będą maliniaki i były w dużych ilościach,
co sprawdzono organoleptycznie (palce były lepkie od soku).
EKOLOGIA
Po prostu klasa czyściochów - skojarzenie dowolne, niewątpliwie
nie stosowano anabolików, poza dawkami adrenaliny (dotyczy tzw. "wyścigowców") i dawkami
testosteronu (w postaci "zgrabnych nóżek tuż przed nosem") co dawało efekty wbiegania na szczyty ...
GEOGRAFIA ....................CELUJĄCY
Wydano wiele wybitnych przewodników: a/ w osobach; b/ w folderach
Ad. a/ To wszyscy kierownicy wycieczek (tytuł przewodnika koncesjonowanego otrzymał w Bieszczadach Rysiu G.)
i szyfranci spod znaku "Enigmy" (odczytywanie zawiłości map samochodowych i szlaków turystycznych) - Jurek B., Adam B.
Ad. b/ Wydania profesjonalne, a renomę międzynarodową mają nie przewodniki "Pascala Stefancha" - pyszne jak ciastko "stefanka" zwłaszcza, gdy jest podane na szczycie (dokumentacja filmowa).
Klimatologia - poznana od zapowiedzi meteo: "nam żadna burza ni wichura łba nie urwie" i "leje, a my będziemy już w autobusie" po doniosłe prognozy pogody "prędzej się moje gacie przetrą niż to niebo !!!" - Marek M.
"Poznaj swój kraj" - dokładnie znany od Morza do Tatr od szczytów do jaskiń, od źródeł rzek po ich ujścia.
Zaliczano: kałuże, potoczki, strumienie - wzdłuż (doliny Prosiecka) i w poprzek tzn. w bród (Wołosaty) - a efekt przeziębienia
(a nie zawiania) - nosi imię Jan i przypomina Bieszczady sprzed 30 lat.
Kraje obce nie są obce - przekraczano granice (zawsze w granicach przyzwoitości) na południe po Adriatyk na północ po Morze Północne (z Wandą G.) na zachód (daleko nie puściły umocnienia Międzyrzeckie) i daleki wschód aż po Karpaty i Himalaje (to osiągnięcia delegatów Koła - Zbyszka T. i Marka S.).
PLASTYKA .......................CELUJĄCY
Znana i podziwiana jest pełna paleta barw - od bieli śniezycowej, przez wszystkie
odcienie zieleni i błękitu, koloryty jesienne po czarowny siwizny na skroniach. Ujawniły się talenty:
rysunkowe (Bieszczady - 1973 teczki rysunkowe do wglądu), rzeźbiarskie (Słowacja - 1983 z plasteliny galeria Koła),
zdobnicze (piękne broszki z poli ... ? Hali H. w szkatułkach z biżuterią), malarskie i dekoracyjne "wernisaż, ach wernisaż" Magdaleny G.
Wybitnie uzdolnieni są fotograficy, kto najlepszy ? rzecz gustu, ale wymienić trzeba Marka M. Marysię K., Janusza R.
Ujawniły się talenty operatorów filmowych Marka M., Adama B., ale trzeba uhonorować tytułem "primus inter pares" Stefana Ch.,
który kręci tak, że "aż dech zapiera", a raczej "woda zalewa".
MUZYKA ..................CELUJĄCY
Za muzykalność, doskonałość współbrzmienia - jak jeden głos w wielkim chórze i wyczucie
dyrygentów. Stosowano różne formy, tempa i artykulacje muzyczne od piana w przyrodzie (zachwyt bez słów - a'capella !)
przez moderato szumu traw na połoninach po forte wodospadów, wichrów i fortissimo grzmotów i "salw śmiechu".
Za kilku oktawową skalę głosów - równą Violecie Villas - sopran koloraturowy - pseudo sceniczne - "Nizio", tenor "moniuszkowski"
Stefan J. "alciki" tzw. "zapiewajek" i męskie basy, barytony (takie bary co udąwigną tony); za wykonawstwo: solowe (Szanty - Marek B.)
w duetach (Ela i Andrzej L. oraz Krysia i Jurek N.)
Instrumentacja muzyczna - wirtuozowska - gitara z kapodastrem (Leszek M.) lub bez, ale za to z harmonijką ustną
i nożną perkusją czyli "człowiek orkiestra" Jurek N. Na uroczystości 30 - lecia ujawniły się talenty perkusyjne - wystarczyły
pokrywki garnków i dna łodzi, by uzyskać efekt tam-tamów.
Rozpoznawane utwory muzyczne to: "odgłosy wiosny i chrapania", a wykonywane
najczęściej to piosenki turystyczne, ballady dziadowskie ("Lucy izbę zamiatała i Macieja zawołała").Kompozycja wszechczasów
to piosenka dziecięca ("przez skalisty nasz ogródek idzie sobie krasnoludek") do słów wybitnego poety Włodka.
Kółko taneczne ćwiczy z kim się da (Babcia Hania Ch. z wodzem "osrane kolano") i gdzie się da (na parkingu przed jaskinią
Iwonka z Adamem D.), występ wytworny - na Górze Parkowej - tango "kochaj albo rzuć" (Grażyna z Jurkiem K.) oraz bal w Tucznie
w stylu lat 20-tych jako że: "niech żyje bal ......, szalejcie aorty, (tylko proszę bez zawału) ... bo ŻYCIE TO BAL".
WYCHOWANIE FIZYCZNE ..................CELUJĄCY
Gimnastyka poranna to tzw. sucha zaprawa - kto pierwszy w łazience lub mokra - ablucje pod studnią
lub w zbiornikach wodnych koniecznie w bikini (wzór do naśladowania Krysia B. Magura Małastowska dokumentacja fotograficzna).
Pływanie - mistrzostwa Koła w Mikulaszu Liptowskim pod hasłem: "Zupa z klopsikami" (patrz dokumentacja fotograficzna)
Wyczyn sportowy to "spływ kajakiem z nogą w gipsie" (Krystyna A.), przejście nie raczej przebiegnięcie połonin (Zbyszek T.).
Należy jednak wyrazić uznanie chodziarzom, bo jeśli chcesz latać po górach, to lepiej usyp kupę żużla przed domem i lataj (cytat z Jurka K.)
PRZYSPOSOBIENIE OBRONNE .................CELUJĄCY
Pierwsza pomoc - udzielana fachowo od podania ręki, gdy trzeba przez noszenie bagaży
(Zbyszek T. Magura) po wyrównywanie zaburzonego podejściem oddechu metodą "usta-usta". Wykazano się znajomością umocnień: od wałów
przeciwpowodziowych (Żuławy) przez mury obronne Paczkowa, zamczysko Malbork, twierdzę Kłodzką po kłódeczki i zameczki pasów cnoty.
BEZPIECZEŃSTWO I HIGIENA PRACY .............CELUJĄCY
Za w pełni bezpieczne pokonywanie trudnych przejść z wykorzystywaniem łańcuchów,
drabinek, mostów, mosteczków (zielony co to się ugina) trzeba by naprawić: za "podnoszące na duchu" ciepłe słowa i pomoc medyczną:
anastezjologiczną (Hania N.) niezbędną gdy działa ortopeda (Stefan A.)
Higiena :
a/ Jelit - doświadczalnie sprawdzono możliwości korzystania z różnych typów
urządzeń sanitarnych - WC od "lasek i papierek w kieszeni" (rolka w plecaku), przez typu angielskiego (Słupia - zakryte co trzeba, nogi i głowy do podglądu)
po tzw. gdanisko w Kwidzynie (spłukiwanie wprost do morza - można spłynąć
b/stóp - "moje buty świadczą o mnie" o stanie - finansowym w zakresie możliwości od sandałów (prof. zw. Rysiu G.), przez trampki, pionierki, Beskidy
(dawne czasy) po "łapcie wiązane łykiem - drutem" (Marek S.) i najnowszy fason "Alpinusy" (Ulka B. mgr).
Korzystano też z kaloszy - na Podlasiu, gdzie dokonano hurtowego zakupu czerwonych (foto girlsy na pomoście).
Ubrania ochronne: "parasol noś i przy pogodzie" może być szeleszcząca pelerynka - rytmizuje kroki, lepsza jest kolorowa
typu "pałatka" wielofunkcyjna m in. rozjaśnia szarugę.
Strój sportowy: styl damski - krótkie spodenki a'la koziczki, styl tyrolski a'la Ewa - Prezes, lub niestety pogrubiające spodnie ocieplacze
do tego polecane koszule "Wółczanki" styl a'la Ania Sz. Mężczyźni koniecznie kraciaste koszule i spodnie tyrolskie a'la Andrzej L.
Mogą też być "seksowne slipki" a'la Zbyszek T. na grani, trendy w modzie wskazują na możliwość wykorzystania stringów dla uatrakcyjnienia wspinaczek.
Na głowach pań i panów pojawiały się różne, zależnie od fantazji, nakrycia głowy, niektórym (Roman) wystarcza "bandana" znak samuraja
(należy mieć się na baczności)
ZAJĘCIA PRAKTYCZNE ......................CELUJĄCY
ZALECENIA: Turysta o nic nie prosi sam wszystko nosi!!!
Zaliczono praktyki:
a/ grupowe: rozbijanie i ustawianie namiotów (kwatermistrz Marek B.), ubijanie bagaży (Adam B.)
b/ solowe: gotowanie posiłków w różnych warunkach pogodowych i na różnych źródłach ciepła
mistrzostwo w rozniecaniu ognia osiągnął Czesiu Sz. z wykorzystaniem czego się tylko da i gdzie się da np. plaża, kawałek wolnego miejsca na krótkim postoju.
c/ logistyka - bezbłędna w wykonaniu zapobiegliwych pań - Eluni, Iwonki i Ewuni.
PRZYSPOSOBIENIE DO ŻYCIA W RODZINIE .............CELUJĄCY
Wg. następujących kryteriów :
1. dobór naturalny - w normie płeć reprezentowana pół na pół (jeżeli płci żeńskiej więcej to dla zasady "drew nie wozi się do lasu").
2. organizacja świąt - wyborna hucznie obchodzone imieniny Izy i Stefanów
3. "być kobietą" - doskonałość, na dnie plecaka super ciuch na finał,
"być mężczyzną" - ideał, dużo zaliczonych szczytów w skrócie "szczytowań"
"matkować" - szykować skibki, kanapki w tzw. 'kołchozie", nosić w plecaku dla męża "sznytki" i termosik z ziółkami (Danka G.)
"ojcować" - dawać poczucie bezpieczeństwa przez zagwarantowanie odpowiednich dla wieku szlaków (Stefan Ch.)
"ojcowsko pouczać" - nie mogę cię spuścić z oka (Alek Sz. na Orlej Perci w trosce o niesforną Grażkę), gdy trzeba skarcić,
przywołać do porządku spóźnialskich i wybaczyć i zapomnieć ,
"być dzieckiem" - "gdzieś w każdym z nas jest dziecka ślad " i bawić się jak dzieci
Tworzyć rodzinę - otwartą, gościnną (na Jubileusz zaproszeni są goście), pociągającą przykładem - co widać - bo rodzina turystyczna
powiększa się o dzieci (Zbyszek i Krzysiek T.), wnuki (Dawidek, Mikołaj i Maja D.)
Wędrują trzy pokolenia Grajdków i cztery pokolenia Dopierałów, zwłaszcza na rajdach rodzinnych organizowanych przez Krysię B.
RELIGIA .................CELUJĄCY
Obejmuje ciekawy zakres wiedzy od "czarów-marów" (kręgi w Obrze), przez działanie
mocą (cytat z Adama : "gdybym to ja łapał dziewczyny za kolana, to bym oberwał po pysku, a Jurkowi uchodzi i jeszcze go proszą..."),
po odbieranie promieniowania tzw. "czakramów" np. w Parkowie i z oczu co niektórych uczestniczek seansów.
Praktyki religijne - to nauka pokory ("schylaj głowę nawet przed wychodkiem, to skorzystasz" - poucza belka w piwnicy w Słupi),
pokutowania "za jakie grzechy tu leżę ?" (Łomnica, Śnieżyca, Kieżmarskie), miłość przyjaciół ("cmokanie na chrapanie").
Najważniejsza z praktyk okazywanie wdzięczności Bogu i ludziom wyrażana była w różny sposób :
1. Kontemplacja w Świątyni Przyrody :
a/ metodą buddyjską wg. reguły mnicha Jerzego
b/ metodą "matek różańcowych" (Ulka B. z Grażyną D.) na Babiej Górze (dokumentacja video) wg. reguły "jak trwoga to do Boga"
c/ uczestnictwo w nabożeństwach z kolorytem regionalnego folkloru : góralskiego - u Matki Bożej Królowej Tatr na Wiktorówkach
(dziękowano za wyjście z opresji na Orlej Perci), łowickiego - Boże Ciało, kaszubskiego w Wejherowie.
d/ pielgrzymowano do wielu Sanktuariów Maryjnych, podziwiając wielkie zabytki sakralne jak i małe cerkiewki, korzystając
z wiedzy mnicha Zbycha. W ramach Ekumenizmu odwiedzano meczety, synagogi.
2. Jestem wdzięczna wszystkim, z którymi wędrowałam szlakami ścieżek życia, bo dzięki Nim było kolorowo i radośnie i chcę to jakoś wyrazić tą pisaniną. Stokrotne dzięki.
FILOZOFIA
stwierdzono i na bardzo dobry oceniono znajomość imperatywu kategorycznego
filozofia K. "pamiętaj, ze zawsze masz dwa wyjścia" oraz filozofia - turysty : "gdy omami cię otaczające piękno
i zejdziesz na złą drogę, wracaj na szlak, który niewątpliwie zaprowadzi cię tam - skądeś wyszedł (do schroniska - domu)
KÓŁKA ZAINTERESOWAŃ - od wyboru do koloru :
1. zbieracze:
a/ grzybów - znajdują je wszędzie, oby nie uszczuplili grona turystów (Molendowie, Błaszczakowie)
b/ bursztynów, kamyczków, kwiatuszków, wianuszków, folderów "szczytów wszystkiego"
2. "błądzących turystów" - tych co szli dobrym szlakiem, ale w złym kierunku (Irenka, Jacek, Iga, Kaziu), ale się znaleźli
3. "Tai-Czi" organizatorów, uczestników, twórców gier, quizów, hazardzistów (ruletka w Casino Monte Carol-ówka)
Koło brało udział w ekspozycjach (na graniach), wystawach (butów przed drzwiami),
happeningach (susząca się brać w autobusie).
Bito rekordy: nie bijąc piany, zwłaszcza na spotkaniach, za to zjadając rekordowe ilości
wyśmienitych wypieków najmilszych.
UCHWAŁĄ SENIORATU - KOŁO - UKOŃCZYŁO DŁUGI I WYCZERPUJĄCY
OKRES NAUKI 1964 - 2004 ROKU I OTRZYMAŁO
PROMOCJĘ DO "0" KLASY ZABYTKÓW
UNIJNEGO I ŚWIATOWEGO DZIEDZICTWA KULTUROWEGO
Z WOLNYM WSTĘPEM NA WSZYSTKIE SZLAKI TURYSTYCZNE
Podpisano : sekretarki niezawodne Dyrekcja Szkoły
Od informacji plakatowej po e-mail Prezesi 40 - lecia (w ich imieniu)
Renatka, Staszka, Iwonka, Marysia, Adela, Ewa! - znów Ewa (koniec to czy początek?)
wieczność!
... gdy o wieczności mowa to: "dzisiaj tu jutro tam, każda radość krótko trwa, dobrze razem było nam więc...";
wspomnijmy i uznajmy za Patronów naszego Koła:
1. Wojtka - "od telepatycznego porozumiewania się kierowców z błądzącymi kierownikami wypraw",
bezpiecznej jazdy po drogach i serpentynach,
2. Basieńkę - wzór jak iść nieraz z trudem i dojść, a może odfrunąć w wieczność ?
Jest z nami w bieli chmurek, ośnieżonych szczytów, śnieżycowych jarów, czuwa podczas zawieruch,
3. Zbyszka - poetę Dr. Humoris Causa naszego Koła, patrona tekściarzy, oratorów i wszelkiej pogody, zwłaszcza ducha
4. Rysia - patrona wodniaków, pomocnego we wszelkich gaszeniach pożarów uczuć i niezgody,
5. Genia - ogniomistrza Kubanozo od rozniecania ognia - "wici" zwołujących turystyczną brać na wyprawę i śpiewających w blasku ognia :
"BO KTO PRZYJAŹNI POZNAŁ MOC NIE BĘDZIE TRWONIŁ SŁÓW PRZY INNYM OGNIU W INNĄ NOC ...
Do zobaczenia znów ..."
Grażka

TATRY SŁOWACKIE'2004
Tradycyjnie pod koniec lata odbyliśmy naszą autokarową wycieczkę. Tym razem powtórzyliśmy wyjazd w Tatry Słowackie w dniach 18-29 sierpnia 2004 r. Z powodu złych warunków atmosferycznych w ubiegłym roku powtórzyliśmy część tras, których nie zaliczyliśmy w ubiegłym roku. Udało się nam zdobyć RYSY (2250 m n.p.m), niektórzy po raz wtóry a wielu po raz pierwszy. Dzięki Stefkowi Chojnackiemu, który ułożył plan tras oraz zrobił piękny przewodnik, nikt nie zabłądził ani nie zgubił szlaku. Mieszkaliśmy w Starej Leśnej w domach przemiłej Vilmy i jej siostry Gerci.
Z interesujących dni należy wymienić, jak w roku ubiegłym pobyt całodniowy w kąpielisku termalnym w Liptowskim Mikulaszu oraz zwiedzanie Sanktuarium Maryjnego w Levocy (porównane z Jasną Górą w Częstochowie). Były żywe dowody, że zakochani są wśród nas.

I tradycyjnie na zakończenie część artystyczna w wykonaniu "Silnej grupy pod wezwaniem ...";. Tym razem tekst ułożyła Krysia Ciesielska z Włodkiem Parnasowem.

Zdobywcy Rysów   Bazylika w Levocy   Silna grupa


SPOTKANIE POWYCIECZKOWE
W dniu 17 października wybrani w demokratyczny sposób w ostatni dzień pobytu w Tatrach Słowackich, najmilejsze i najmilsi turyści w osobach Radajewicz Halina, Kalinowska Maria, Kilanowski Jerzy i Rabiega Janusz zorganizowali spotkanie powycieczkowe, spacer po Puszczy Zielonce w Okońcu w ośrodku AR. Był obiad, oglądanie zdjęć i wymiana wspomnień. Już od paru lat staramy się uczcić pamięć ludzi, którzy walczyli za wolną Polskę w ubiegłym stuleciu. Tym razem na dwa dni 11 i 12 listopada do Sierakowa zabrali nas Ela i Wojtek Ratajczakowie. Dużo wrażeń i wspomnień dostarczyło nam spotkanie z byłym żołnierzem AK panem Januszem Jaskułą, który w niekonwencjonalny sposób potrafił opowiadać historię o tamtych ciężkich latach. Podczas kolacji przy świecach w ośrodku "Słoneczna" mieliśmy sposobność raz jeszcze wysłuchać wspomnień Pana Jaskuły. Następnego dnia pan Jaskuła zabrał nas do miejsc "mocy" w lesie. Podziwialiśmy też ciekawe obiekty przyrodnicze. Odwiedziliśmy również Muzeum Opalińskich i stadninę koni w Sierakowie. Posileni powiewem historii i świeżym powietrzem w cudownych nastrojach wróciliśmy do Poznania.



2005 rok
Jak co roku witaliśmy wiosnę w Starczanowie. Tym razem spotkanie wypadło na 3 kwietnia. Jak zwykle frekwencja dopisała, pogoda też.
Na wiosnę koleżanki i koledzy zorganizowali kilka ciekawych jednodniowych wycieczek po okolicach Poznania.
Kamieńczyk

KARKONOSZE
Wycieczka autokarowa w tym roku powiodła nas w Karkonosze. W dniach od 24 sierpnia do 4 września przebywaliśmy w Szklarskiej Porębie skąd robiliśmy wypady na trasy lub za granicę. Zwiedziliśmy Pragę, Drezno, zamki we Frydlandzie, zamek Czocha. Byliśmy na Chojniku i bawiliśmy się znakomicie w szałasie przy Kamieńczyku. Zwiedziliśmy muzeum Kargula i Pawlaka w Lubomierzu oraz park miniatur zabytków Dolnego Śląska. W drodze powrotnej byliśmy na przepięknym spacerze nad stawami Milickimi, rezerwatem ścisłym flory i fauny. Zabawa na całego
Najmilejsi wybrani na pożegnalnym wieczorku w Szklarskiej Porębie, Błaszczyk Jurek, Balbierz Krystyna, Krajewski Stefek i Teisner Marylka zorganizowali w Szreniawie koło Poznania spotkanie powycieczkowe w dniu 16 października. Po spacerze (12 km), zwiedzeniu Muzeum Rolnictwa i oglądaniu panoramy okolic Poznania z wieży widokowej zjedliśmy obiad. Potem były wspomnienia, oglądanie zdjęć i ze śpiewem na ustach rozjechaliśmy się do domów.

Nadszedł dzień 11 listopada. I tym razem powędrowaliśmy śladami historii. Grześ Baer zawiózł nas do wsi Węgierskie, do kapliczki i kręgu Pamięci Ruchu Oporu i Walki Wielkopolski lat 1939-45. Kapliczka i krąg znajdują się w miejscu dawnej gajówki Janowo. W okolicy gajówki 14 września 1943 roku lotnicy brytyjscy dokonali zrzutu broni i wyposażenia dla walczącej Armii Krajowej Okręgu Wielkopolskiego. Złożyliśmy kwiaty i zapaliliśmy znicze, chwilą milczenia uczciliśmy pamięć tamtych lat. Potem poszliśmy do wsi Klony i pojechaliśmy do wsi Gułtowy, gdzie zwiedziliśmy Kościół i pospacerowaliśmy po parku, obiad zjedliśmy w Podstolicach i w godzinach popołudniowych wróciliśmy do Poznania.

2006 rok
Już nastał nam 2006 rok. Zaczęliśmy spotkaniem 15 stycznia nad jeziorem Kierskim na karmieniu łabędzi. Inicjatorem tego spotkania był Jurek Kilanowski. Przy mrozie około minus 15 stopni frekwencja dopisała. Każdy przyniósł ze sobą bochenek chleba, aby dokarmić zziębnięte ptaki, które zostały w kraju (łabędzie, kaczki, wróbelki).
Po krótkim spacerze zebraliśmy się w Ośrodku Exploris gdzie uraczyliśmy się ciepłą strawą i nie tylko. Posileni i rozgrzani wysłuchaliśmy sprawozdania za 2005 rok koleżanki Prezes Ewy Grobelskiej i robiliśmy plany na ten rok.
Zaplanowana na długi weekend majowy wycieczka na Ukrainę, niestety nie doszła do skutku, ze względu na małą ilość chętnych.
Zaproponowano wyjazd do Tunezji w dniach 28 kwietnia do 4 maja przy współpracy z Biurem Podróży Amico Tour.
Po długiej dyskusji ustalono, że w tym roku pojedziemy na Podlasie w okresie 25 sierpnia do 3 września. Organizatorem tras będzie Grzegorz Baer, logistyką zajmie się Ewa Grobelska i Ela Szymkowiak.
22 stycznia, temperatura w nocy minus 26 stopni, w dzień minus 20 stopni, słońce, a my wędrujemy parkiem Sołackim w kierunku Rusałki. Spacer opracowała Grażka Dopierała. Ile było osób można policzyć czytając sprawozdanie (z archiwum PTTK). Jednym słowem takiej eskapady nie pamiętam od dawna.
Mróz, słońce, iskrzący i skrzypiący śnieg pod nogami, a my jeziorem. A na koniec grzaniec i pączki. Cóż więcej chcieć od życia.
Wiosna u nas w tym roku zawitała bardzo późno. Tradycyjna śnieżyca odbyła się dopiero 4 kwietnia w Niedzielę Palmową. Mimo przedświątecznej zawieruchy, tłumy nawiedziły Śnieżycowy Jar.

TUNEZJA'2006
TunezjaZbliża się majowy weekend. Wylatujemy do Tunezji.
W Polsce jeszcze wiosna nie może się przebić przez opieszale odchodzącą zimę, a my lecimy do ciepłych krajów, wygrzać się w słońcu Afryki. Pojechała grupa 26-osobowa. Co to się działo, ludzkie oko nie widziało i ucho nie słyszało.
Takiej przygody długo nie zapomnimy. Zwiedzaliśmy stare mury Kartaginy sprzed 2000 lat, Tunis, Souse. Byliśmy na dwudniowym Safari. Jeździliśmy na wielbłądach, widzieliśmy wschód słońca nad Słonym Jeziorem, jeździliśmy jeepami po pustyni (trasą Rajdu Paryż-Dakar). Spaliśmy w oazie i zwiedziliśmy dwie inne oazy. Zobaczyliśmy jak żyją ostatni ludzie z plemienia Berberów (poniżej poziomu pustyni) w wykutych w ziemi mieszkaniach. Na koniec odbyliśmy rejs statkiem pirackim po Morzu Śródziemnym.
Pełni słońca, wrażeń i wspomnień wylądowaliśmy szczęśliwie w Poznaniu.
Poniżej kilka zdjęć z naszego wyjazdu.
Galeria zdjęć Galeria zdjęć

PODLASIE'2006
W dniach 25 sierpnia - 03 września nasza grupa wybrała się na wspomnianą wcześniej wycieczkę, której nadano nazwę Podlasie'2006. Ten rejon jest bardzo bogaty w historię i zabytki, myślę więc, że nie ma co pisać - to trzeba zobaczyć. Obejrzyjcie sobie, w takim razie, galerię okiem kierownika wycieczki Grzesia Baera. (JL)

 GALERIA Okiem Grzesia

Koło PTTK Pracowników PP
Administracja strony: Joanna Loręcka Joanna.Lorecka@put.poznan.pl Koło PTTK nr 8 Pracowników Politechniki Poznańskiej
Strona znajduje się na serwerze Politechniki Poznańskiej
[Rozmiar: 718 bajtĂłw]